sobota, 6 września 2014

Rozdział 10

Susana spacerowała po terenie szkoły. Większość chłopaków grała w piłkę, niektórzy gadali z dziewczynami. Większość dziewczyn miała otwarte okna w pokojach i siedziała na parapetach rozmawiając lub malując paznokcie. Chodziła ciągle zamyślona, Suzan wcześniej postanowiła sama gdzieś pobyć. Teraz nagle pojawiła się obok.
-Nad czym myślisz? – spytała zaciekawiona.
-Nie przeczytasz mi w myślach? – zdziwiła się.
-Wolę normalnie rozmawiać – odpowiedziała – No więc?
-Jest wolne, a ja nie mam tu nic ciekawego do zrobienia. Zastanawiam się czy gdzieś może nie pojechać, ale nic mi nie przychodzi do głowy.
-Po co szukać gdzieś daleko, przejedźmy się do Fior.
Uśmiechnęła się i poszła w kierunku bramy. Fior to miasto, z którego można dojechać do akademii. Suzan schowała skrzydła i ogon pod płaszcz i wyszły przed bramę. Właśnie przyjechał autobus, wsiadły do niego. Jechały nie całą godzinę i wysiadły na przystanku w środku miasta. Rozejrzały się, uliczki były udekorowane kwiatami i lampkami.
-Ciekawe co tutaj się dzieje? – spytała Susana oglądając dekoracje. W oknach i na balkonach były poustawiane doniczki z kolorowymi kwiatami. Na straganach były dostępne różne rzeczy, najwięcej było kwiatów. Były też różne potrawy, ozdoby, koszyki. Można było powiedzieć, że gdyby się dobrze poszukało znalazło by się wszystko.
-Przez cały tydzień trwa festiwal kwiatów – powiedziała starsza pani zza jednego straganu – Podejdźcie, co chcecie? Mam tutaj mnóstwo różnych rodzajów kwiatów i wianki.
Podeszły do straganu i przyglądały się. Suzan wybrała naszyjnik z czerwonych róż, a Susana długo nie mogła się zdecydować. Po dłuższym namyśle wzięła doniczkę z fioletowymi kwiatami. Odchodząc od straganu zauważyła doniczkę, w której była sama ziemia, bez kwiatu.
-Co to jest? – spytała starszą panią wskazując na pustą doniczkę.
-Masz dobre oko, większość przechodziła obojętnie, ale ta doniczka jest wyjątkowa.
-Naprawdę? – zaciekawiła się, Suzan przysłuchiwała się uważnie. Chciała sprawdzić czy czasem staruszka nie okłamuje dziewczyny.
-Tak, są w niej nasiona księżycowego kwiatu. Kwitnie tylko podczas pełni, teraz nie ma pełni więc nie wyszedł.
Poprosiła o doniczkę i odeszła zadowolona. Suzan dziwnie patrzyła na doniczkę.
-Coś się stało?
-Zastanawiam się jak wygląda ten kwiat, staruszka nie wydawała się kłamać. Nie, nie kłamała, ale nie wiedziała również jak on wygląda. Dziwie się, że wystawiła go na straganie.
-Hoo, chciałabym go zobaczyć. Ale do pełni zostało jeszcze sporo czasu.
-Spokojnie, da się załatwić.
-Co?
-Pełnię dziś w nocy.
-Jak? – zdziwiła się dziewczyna.
-Zobaczysz – uśmiechnęła się wampirzyca. Chodziły po mieście, oglądały dekoracje na ulicach i stragany. Kiedy zaczęło się ściemniać zostały puszczone pierwsze fajerwerki. Wszystkie były w kształcie kwiatów, miały różne kolory. Mieszały się żółty i czerwony, czerwony i różowy, błękitny i zielony, niebieski i zielony. Były wszystkie możliwe kombinacje. Suzan zaczęła ciągnąć dziewczynę w stronę przystanku.
-Co robisz? Chcę jeszcze pooglądać – jęknęła.
-Uczniowie, którzy nie zgłosili, że jadą gdzieś dalej muszą wrócić do akademii przed zmrokiem. Poza tym z terenu szkoły będzie lepiej widać – pociągnęła ją dalej. Kiedy wróciły było całkiem ciemno, a fajerwerki rozświetlały niebo. Uczniowie, którzy zostali stali na dziedzińcu i patrzyli na kolorowe kwiaty na niebie. Kiedy skończyli puszczać fajerwerki wszyscy rozeszli się do pokoi. Dziewczyna położyła doniczki na oknie i poszła spać.

Obudziło ją potrząsanie, przetarła oczy. Dopiero teraz usłyszała wycie wilka, musiał być bardzo blisko, ponieważ było wyraźne.
-Co się stało? Nie ma księżyca, a wilk wyje – powiedziała ziewając.
-Choć, popatrz przez okno – powiedziała czarnowłosa i wyciągnęła ją z łóżka. Zasłony były odsłonięte, a okno otwarte. Podeszła bliżej i zobaczyła ogromny księżyc na niebie, był w pełni. Wampirzyca odsunęła ją od okna i wskazała na doniczki. Były oświetlone przez światło księżyca. W jednej kwiat był zamknięty, a z drugiej powoli wychodził mały pączek. Zaczął się rozwijać ukazując srebrzyste płatki. Przypominał różę, ale nie miał kolców, a brzegi płatków były postrzępione.

-Piękny – szepnęła. Przyglądała mu się, płatki odbijały światło księżyca i przez to wyglądały jakby świeciły. Kwiat wydzielał trochę słodki, łagodny zapach.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 9

Suzan weszła do pokoju Susany i położyła się na łóżko, dziewczyna siedziała przy biurku i obróciła się w jej stronę.
-Co się stało? Wyglądasz na zmęczoną – spytała dziewczyna.
-Bo jestem, od kilku miesięcy nie spałam – odpowiedziała.
-Przecież jesteś wampirem, one nie muszą spać.
-Niby tak, ale jak prawie ciągle używam moich mocy przez długi czas to jestem zmęczona. Na dodatek wiem jak przyjemny jest sen – powiedziała rozmarzonym głosem.
-A inne wampiry nie śpią jak są zmęczone? – zdziwiła się dziewczyna ostatnim zdaniem.
-Prawie żaden wampir nie umie zamknąć oczu i odpłynąć we śnie. Odpoczywając mogą mieć zamknięte oczy, ale są czujne. To tak jakbyś ustawiła telewizor albo komputer na stan czuwania. Niby wszystko jest wyłączone, a jednak działa.
-To załóż chociaż barierę, co?
-Masz – rzuciła w stronę Susany kamyk ze spiralą po jednej stronie – Dotknij nim drzwi. Sam się do nich przyczepi i wytworzy barierę. A teraz dobranoc – ułożyła się do snu. Dziewczyna zrobiła tak jak jej poleciła wampirzyca. Kamień był przyczepiony do drzwi i wytwarzał barierę. Susana powrotem usiadła przy biurku i zaczęła czytać notes.

Suzan obudziła się w nocy, przeciągnęła się mocno i rozejrzała. Miała wrażenie jakby spała sto lat, ale wiedziała, że tak nie jest. Zawsze tak się czuła jeśli spała po dłuższym czasie. Susana spała na podłodze oparta o szafę. Wampirzyca podniosła ją, położyła na łóżku i przykryła.

Susana obudziła się rano w swoim łóżku, pamiętała, że zasnęła na podłodze. Spojrzała na zegarek i zbladła. Była 8.55, za pięć minut zaczynały się zajęcia. Wyskoczyła z łóżka i dopadła do szafy kiedy usłyszała śmiech. Na biurku siedziała Suzan i śmiała się.
-Czemu się tak spieszysz? – spytała rozbawiona.
-Zaraz są lekcje – odpowiedziała. Na twarzy wampirzycy zawitał drwiący uśmiech.
-Czyżbyś czasem o czymś nie zapomniała? Jest wolne, brak zajęć. Odpręż się, nie żyj tylko nauką.
Dziewczyna usiadła na łóżku i zastanowiła się chwilę.
-No tak, masz rację – powiedziała pukając się w głowę. Przebrała się i wyszła z pokoju, za nią leciała Suzan – Nie boisz się, że ktoś cię zobaczy?
-Jestem niewidzialna – odpowiedziała beznamiętnie.
-No to ktoś cię wyczuje? Inne wampiry albo wilkołaki?
-Słuchaj – zatrzymała się wampirzyca – Nie pamiętasz już jakich mocy użyłam na Amoon’ie? Jestem niewidzialna, nikt oprócz ciebie mnie nie usłyszy, ani nie wyczuje zapachu czy obecności.
-No tak, sorry.
Susana zauważyła kilka dziewczyn na dziedzińcu, wyglądały na podekscytowane. Rozmawiały o czymś z wielkim zapałem. Wyszła na dziedziniec i usiadła na ławce.
-Możesz je podsłuchać – spytała półgłosem.
-A co? Zainteresowana? Pewnie, bez problemu – odpowiedziała wampirzyca i wsłuchała się.
-Hej, jedziemy tam, nie?
-No, w końcu jedziemy do Scuel.
-Chcę już tam być i go zobaczyć.
-Tak, złapiemy go.
-I co? O czym rozmawiają? – dopytywała się Susana.
-Rozmawiają o jakimś Scuel, zamierzają kogoś tam złapać – odparła po chwili ciszy wampirzyca.
-Nie wiesz gdzie to jest? – spytała zdziwiona.
-Wiem tylko to co mnie interesuje. Znam miejsca, w których byłam lub gdzie był ktoś kogo obserwowałam. Ale nie kojarzę żadnego Scuel. Może sprawdzimy w bibliotece, mimo wolnego powinna być otwarta.
Ruszyły w stronę biblioteki.
-Co może być w Scuel? – spytała siebie Susana. Nie zauważyła przechodzącej obok Linsy.
-Jeśli chcesz wiedzieć – wyrwała ją z zamyślenia. Dziewczyna obróciła się w jej kierunku – To w Scuel krąży pewna legenda miejska. Ponoć dziewczyny są uwodzone przez pewnego chłopaka i znikają. To miejsce jest odwiedzane w większości właśnie przez tą legendę. A czemu się tak tym interesujesz? – spytała zaciekawiona.
-Chodziłam po dziedzińcu i usłyszałam jak dziewczyny gadały, że chcą tam pojechać – odpowiedziała.
-Jest wolne więc mogą.
-Ciebie to nie interesuje?
-Niezbyt, chyba, że chciałabym ustalić kim jest chłopak przez, którego znikają dziewczyny.
-Podobno ten chłopak to magiczna istota.
-W dodatku jest przystojny.
-Dlatego…
-Chcemy go złapać – krzyknęły wszystkie dziewczyny jednocześnie, które wcześniej stały na dziedzińcu.
-A jak macie zamiar go złapać… - spytała Linsy. Susana szybko odeszła nie chciała już słuchać.
-To teraz wiesz to co chciałaś czy nie? – spytała wampirzyca.
-Tak, a jak myślisz uda im się go złapać?
-Wątpię, żeby miały odpowiednie rzeczy jeśli to naprawdę magiczna istota. Zależy jeszcze jaka i czy w ogóle tam jest – powiedziała.
-Co masz na myśli? – zdziwiła się dziewczyna.
-Jeśli to naprawdę magiczna istota ktoś mógł ją wezwać.
-Ale nie musiała się zgodzić tak jak u Mike’a.

-Zazwyczaj nie buntują się przy wezwaniu, ten animal to był wyjątek.

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 8

Mike siedział samotnie pod drzewem na skraju dziedzińca. Koledzy z jego klasy i pierwszej klasy pierwszego roku unikali go albo wyśmiewali się z niego po incydencie z animalem. Zastanawiał się co będzie dalej, nie miał magicznego stworzenia, a dalsza część nauki polegała na współpracy, wzajemnym zrozumieniu i ewentualnej nauce opanowania mocy istoty.
-Ty masz powód do dalszej nauki – usłyszał głos i podniósł głowę. Przestraszył się, bo zobaczył dziewczynę ze skrzydłami, kolejnego wampira. Jednak była dziwna, ponieważ miała jeszcze smoczy ogon.
-Czego chcesz? – spytał.
-Nauczyć cię posługiwać się mocą, którą posiadasz – odpowiedziała wampirzyca – Jestem Suzan – podała mu rękę. Chwycił ją niepewnie, doznał odczucia jakby poznał już tą osobę.
-Czy my się wcześniej nie poznaliśmy? – spytał wstając.
-Ty mnie nie, ale ja ciebie tak. Chcę abyś przychodził codziennie po lekcjach trenować. Zaczniemy od jutra – powiedziała i zniknęła. Obejrzał się na dziedziniec, podeszło do niego kilku chłopaków.
-Co robiłeś, gadałeś do siebie?
-A może po tym wypadku dostałeś takiego szoku, że wyobrażasz sobie coś czego tutaj nie ma? – spytał jeden po czym wszyscy zaczęli się śmiać i odeszli.
-To już nie miejsce dla ciebie, zrezygnuj – krzyknął jakiś z tyłu, Mike’a zdenerwowała ta wypowiedź. Postanowił, że dalej będzie uczył się i skończy tą szkołę.

Susana wyszła z pokoju, zastanawiała się co będzie kiedy wejdzie do klasy. Czy będą ją wypytywać? Poszła korytarzem, patrzyli na nią. Tak jak wczoraj ustaliła z Suzan Amoon był niewidzialny i szedł kawałek za nią. Weszła do klasy i usiadła na swoim miejscu. Wszyscy wkoło szeptali i spoglądali na nią, ale nikt jej nie zaczepił.
Dopiero w połowie zajęć na jednej z przerw podeszła do niej Linsy.
-Hej, Susana chcę o coś spytać.
-Tak, o co?
-Czy ty wezwałaś wampira z głównych gatunków? – spytała dziewczyna bez owijania w bawełnę.
-Nie bądź śmieszna. Przecież wiesz, że nie mam magicznej mocy. Nie mogłabym wezwać potwora, demon byłby trudny, a co dopiero wampira z czterech głównych gatunków.
Wszyscy przebywający w sali przyglądali im się.
-Powinienem ją powstrzymać od dalszego mówienia? – spytał biały wilkołak. Nikt oprócz niej nie usłyszał jego pytania. Suzan poza niewidzialnością sprawiła, żeby nikt poza nią i Susaną nie mógł go usłyszeć ani wyczuć jego zapachu lub obecności.
-Nie – szepnęła.
-Co? – spytała Linsy.
-Nic – odpowiedziała szybko – Tylko o to chciałaś zapytać?
-T-tak – odpowiedziała i odeszła, ale popatrzyła przez ramię. Na PI znowu nie udało jej się pokazać znaku. Słyszała jakieś wypowiedzi, zawód w głosach, obraźliwe okrzyki, ale ignorowała je. Wiedziała, że to co mówią to nie prawda.

Mike po zajęciach czekał pod drzewem, tam gdzie wczoraj spotkał wampirzycę. Zaskoczyła go, bo nagle pojawiła się przed nim. Odskoczył do tyłu.
-Wystraszyłaś mnie – powiedział.
-Przepraszam.
-Właśnie, dlaczego wczoraj moi koledzy z klasy cię nie mogli zobaczyć?
-Wczoraj byłam widzialna tylko dla ciebie, dzisiaj też tak jest – powiedziała. Ruszyła w stronę budynku, a on poszedł za nią. Szli w stronę skrzydła chłopaków, poszli za nie. Za częścią z salami była bardzo duża przestrzeń zielona. Cały teren łagodnie opadał w las. Wampirzyca stanęła na skraju górki i obróciła się w stronę budynku. Chłopak zatrzymał się.
-Dobrze, czy wiesz jaką posiadasz moc? – spytała go.
-Nie – odpowiedział. Nie wiedział skąd mógł mieć jakąkolwiek moc poza przywoływaniem.
-W takim razie zacznijmy od początku.
-Początku? – zdziwił się.
-Tak, jakiego wampira wezwałeś?
-Animala.
-Ugryzł cię, prawda? – przytaknął – Ugryzł cię i zostawił jad, który zaczął cię zabijać i zmieniać twoje komórki. Przyszłam do ciebie i zneutralizowałam jad swoim. Musiałam też ustabilizować zmiany, które zaszły. Innymi słowy uratowałam ci życie i sprawiłam, że będziesz mógł używać swojej mocy bez napadów wampirzego pragnienia.
-Yyy.. Aha. A jaką mam w końcu moc? – spytał nadal nie wiedząc jaka to jest.
-Możesz zmienić się w zwierzęta i potwory, ewentualnie zwierzęce formy demonów – odpowiedziała wampirzyca.
-Skąd ty to wiesz?
-Mogę rozpoznać jaką umiejętność posiada dana osoba na podstawie jej komórek.
-Dobra, to jak mogę się zmienić? – spytał. Chciał jak najszybciej nauczyć się opanować swoją nową zdolność.
-Musisz skupić się na zwierzęciu, w które chcesz się zmienić. Zacznijmy od czegoś łatwego. Zamknij oczy, rozluźnij się, oddychaj spokojnie i skup swoje myśli tylko na jakimś małym zwierzątku – powiedziała Suzan. Zrobił tak jak powiedziała i pomyślał o małym ptaszku. Miał zamknięte oczy i niczego nie widział, otworzył je powoli. Był bardzo zaskoczony kiedy zobaczył ogromną wampirzycę, wszystko stało się większe. Czuł się nieswojo, ponieważ jego ręce przywierały do tułowia. Spojrzał w bok i zobaczył szare skrzydełko.
-Udało się – pomyślał.
-Tak, udało ci się – usłyszał w swojej głowie inny głos.
-Suzan, jak ty to robisz? – spytał w myślach.
-To jedna z wielu moich mocy, mogę zaglądnąć do czyjegoś umysłu. Czytać w jego myślach i rozmawiać w jego umyśle. Chociaż mogłabym rozmawiać z tobą używając języka zwierząt. Teraz musisz nauczyć się latać jak każdy ptak, a reszta będzie później łatwiejsza – wampirzyca zaczęła do niego podchodzić.
-Co ty chcesz zrobić? – przestraszył się trochę. Wzięła go w ręce i poleciała w dół opadającej łąki. Stanęła na najbliższym drzewie gdzie zaczynał się las.
-Teraz rozłóż szeroko skrzydła i zacznij nimi poruszać – powiedziała. Mike rozłożył skrzydła i zaczął nimi powoli poruszać – Właśnie tak, tylko szybciej – zrobił to i oderwał się od jej rąk. Poleciał kawałek, ale zaczął opadać. Utrzymał jednak rozłożone skrzydła, lądując przewrócił się i zmienił w człowieka.
-Coś nie wyszło – powiedział wstając i otrzepując się.
-Nie, jak na pierwszy lot było całkiem dobrze. Musisz postarać się dłużej utrzymać w powietrzu i oczywiście poćwiczyć nad lądowaniem – wylądowała i poklepała go po ramieniu – Na razie ćwicz tylko tą przemianę. Później spróbujesz z większymi zwierzętami.
-Okey, dzięki. Gdzie idziesz? – spytał kiedy zaczęła odchodzić.

-Mam jeszcze pewien obowiązek, który muszę spełnić – powiedziała i poszła w stronę budynku.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 7

Linsy leżała w łóżku, zaczęła się zastanawiać kim jest czarnowłosa dziewczyna, którą tak radośnie przywitała Susana. Czy ta dziewczyna ma coś wspólnego z jej zachowaniem. Wstała z łóżka, wystawiła rękę przed siebie. Zaświecił granatowy znak i pojawiła się harpia.
-O co chodzi? – spytała poprawiając okulary.
-Sinly, czy może istnieć wampir posiadający więcej niż jedną moc? – spytała.
-Jeśli chodzi ci o podobne moce to tak, animal jest takim przykładem. Jeszcze główne gatunki wampirów mają dwie moce. Inne np. z mocą ziemi i wody raczej nie istnieją. Chociaż mogą być takie jeśli rodzice nie są tego samego gatunku. Nic innego nie jest brane pod uwagę, ponieważ są niemożliwe – odpowiedziała harpia.
-A mógłby istnieć wampir o trzech albo czterech różnych mocach np. wszystkich głównych gatunków?
-Znasz odpowiedź, nie.
-Eh. Hej dziewczyny – powiedziała do swoich koleżanek z pokoju – Pomożecie mi?
-A w czym? – spytała jedna.
-Chcę podczas przerwy jurto wślizgnąć się do pokoju Susany.
-Uuu, a co? Interesuje cię ten chłopak co z nią chodził?
-Tak, znaczy nie, znaczy też. Głównie chcę sprawdzić czy nie było tam z nią kogoś jeszcze. Rose, pomożesz mi z swoim wampirem, przesmykiem? – spytała dziewczynę o dziwnych włosach, brązowych z szarą grzywką.
-Możemy spróbować – zgodziła się.

Rano po pierwszej lekcji Linsy z Rose i kilkoma innymi dziewczynami poszły pod ostatnie drzwi w skrzydle dziewczyn. Rose przywołała swojego wampira na prośbę Linsy.
-Możesz wejść przez drzwi i poszukać czegoś? Jakiegoś zeszytu, notesu, kartki, zdjęcia, czegokolwiek.
-Mogę zobaczyć co tam będzie – odpowiedział wampir. Podszedł do drzwi i ręką ich dotknął. Nic się nie stało, zdziwił się.
-Jest bariera nie pozwalająca tu wejść – powiedział obracając się do nich – Nie mogę tam wejść. Taką barierę mógł tylko założyć…
-Jeden z głównych gatunków – dokończyła – Co oznacza, że Susana wezwała jednego z głównych gatunków wampirów.
-Co?! To niemożliwe!
-Bo niby z jakiego powodu ten wampir miałby tam być? – spytała samą siebie.
-Skoro go wezwała to, dlaczego nie przyzwała go na PI?
-Tego nie wiem, ale wiemy już, że ma magiczną istotę.

Po zajęciach Susana pobiegła do swojego pokoju i zamknęła drzwi. W środku zastała Suzan siedzącą na biurku, która rozmawiała z Amonem i jakimś czarnowłosym chłopakiem. Miał czarne krótkie włosy, ubrany był w czarną koszulkę bez rękawów, czarny płaszcz z krótkim rękawem i ciemne spodnie. Był obrócony do niej bokiem więc, mogła zobaczyć jego oczy, były brązowe. Reszta obróciła się w jej stronę, a nowy chłopak oparł się o szafę.
-To jest Max, mój brat – powiedział biały wilkołak.
-Miło mi jestem Susana – powiedziała siadając na łóżku. Pokój nie był duży więc, Amoon trochę nad nią stał. Na dodatek Max też był wyższy od niej, nie dorównywał wzrostem bratu, ale był wyższy od Suzan. Poczuła się mała i zaczęła się trochę bać, ale Suzan jakby odczytała jej myśli i uspokoiła ją.
-Słuchaj – powiedziała wampirzyca – Dzisiaj rano w trakcie przerwy ktoś próbował się włamać do pokoju.
-Jak to? – zdziwiła się – Wiesz kto?
-Pewnie, Linsy. Obserwowała nas kiedy opowiadałam ci o wiosce Amoon’a. Nie myślałam, że jest taka bystra, ale najwyraźniej domyśliła się, że masz magiczną istotę i jest nią wampir.
-Ale jak? Zabrała coś?
-Nie, postawiłam barierę, żeby nikt poza tobą nie mógł tu wejść kiedy ciebie nie ma. Spryciara chciała przejrzeć wszystko co tu jest z pomocą przesmyka. Na podstawie bariery domyśliła się mojego pochodzenia.
-Wie wszystko? – zdziwiła się.
-No co ty, ale może się domyślić. Jestem pewna, że niedługo to zrobi. Najpierw chcę jeszcze dokończyć sprawę z Mike’iem, a później załatwię z Linsy. Nie mów jej o mnie dopóki ci nie powiem. Założę się, że jej koleżanki już rozpowiedziały jej przypuszczenia. Mogą cię zacząć zaczepiać, dlatego będą z tobą chodzić Amoon i Max – powiedziała Suzan.
-No nie wiem, to chyba nie jest potrzebne.
-Będziemy cię chronić – zapewnił ją Amoon kładąc rękę na jej ramieniu – Chociaż on bardziej woli bijatyki i psoty – obejrzał się na Max’a. Chłopak wydawał się nie być zainteresowany.
-Zawołajcie mnie jak będzie coś bardziej interesującego – i wyskoczył przez okno. Pomyślała, że mimo iż są tak podobni z Amoon’em z wyglądu, bardzo się różnią z charakterów.
-Suzan – zaczęła – Skoro masz różne moce nie mogłabyś ukryć Amoon’a albo sprawić, żeby był niewidoczny? – spytała niepewnie – Nie czuję się swobodnie z obstawą.

-Dobrze, możemy tak zrobić jeśli chcesz – odpowiedziała wampirzyca.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 6

Lasem szła wampirzyca, miała smocze skrzydła i smoczy ogon. Miała czarne włosy, ciemne oczy, czarny płaszcz, czarną bluzkę i czarne spodnie. Szła powoli między ogromnymi drzewami zamyślona. Las był ogromny i rzadko jakiemu wampirowi chciało się tu przychodzić poza porą polowania. Zauważyła przy pniu drzewa wioskę, podeszła bliżej, by się jej przyjrzeć. Doszła do niej, a mieszkańcy podnieśli alarm.
-Wampir!
Już stojąc przy wiosce czuła zapach futra, mieszkały tutaj wilkołaki. Zanim jakikolwiek zdążył się zmienić pstryknęła palcami blokując ich przemianę i tworząc wokół barierę, która sprawiała, że wioski nie było widać ani czuć. Po chwili wilkołaki zorientowały się, że nie mogą się zmienić.
-Ty! Co zrobiłaś?! – warknął któryś. Większość z nich byli mężczyznami, reszta chowała się w domach. Wszyscy byli zdenerwowani i warczeli. Jednak nie mogli nic zrobić, byli na jej łasce.
-Czego chcesz?! – krzyknął jakiś. Popatrzyła po nich i ruszyła w stronę jednego z domków. Czuła z niego rozpacz i bliską śmierć. Tamci pobiegli za nią, zatrzymała się przed domkiem opierającym się o pień drzewa. Bez trudu zerwała z niego dach i zajrzała do środka. W pokoju wyglądającym na dziecięcy przy łóżeczku stała para młodych ludzi i patrzyła na nią przerażona. Kobieta trzymała w rękach czarnowłose niemowlę, było blade i nie ruszało się.
-Ono jest chore, prawda? – spytała wampirzyca.
-Czego chcesz? – spytała drżącym głosem kobieta przyciskając do siebie nieruchome dziecko.
-Jest chore, prawda? Śmiertelnie. Wyczuwam śmierć, która na nie czeka. Odpowiadając chcę tego dziecka – odpowiedziała krwiopijca postać ze skrzydłami – Chcę mieć towarzysza, jakby to ująć… Zabaw. Wilk idealnie się do tego nadaje, ale chcę mieć go żywego. Jeśli mi go oddacie uratuje jego życie – uśmiechnęła się. Patrzyli na nią przez chwilę, a później ojciec spytał.
-Naprawdę możesz to zrobić?
-Tak, ale chcę jego całego. Jego ciała, jego duszy, jego życia i oczywiście krwi.
-Nie róbcie tego! – krzyknął któryś z mężczyzn.
-Więc, jak będzie? – spytała chytrym głosem.
-Dobrze, uratuj go – powiedziała kobieta.

W pobliżu wioski znajdowała się woda. Dla wampirów była to mała kałuża, a dla ludzi duże jezioro. W jego kierunku szła wampirzyca w ludzkich rozmiarach, a za nią para z dzieckiem. Weszła do wody i wzięła dziecko do rąk. Była pełnia i promienie księżyca padały na wodę. Czarnowłosa zanurzyła niemowlę w odbiciu księżyca, a włosy dziecka zaczęły bieleć. Wyciągnęła je z wody i podała rodzicom. Mały miał całkowicie białe włosy, otworzył oczy ukazując niebieskie tęczówki i zaczął płakać.
-Co mu zrobiłaś? – wydukał zaskoczony ojciec.
-Uratowałam go, jest zdrowy – odpowiedziała – Jest połączony z księżycem, będzie mógł go przywołać. Kiedy będzie pełnia mały będzie miał większą siłę. Powiem wam coś, wasza wioska ma kiepską lokalizację. Jest odsłonięta, dlatego jest łatwym celem. Do tego jesteście wilkołakami więc, jeśli wampiry was znajdą od razu wybiją wszystkich bez chwytania. Chyba, że znajdzie się amator krwi wilków, wtedy może ktoś przeżyje. Jeśli on ma tutaj mieszkać będę musiała ochraniać waszą wioskę, a jest to nudne. Mam propozycję – powiedziała z błyskiem w oku – Przeniosę waszą wioskę w bezpieczne miejsce, ale chcę coś w zamian.
-Co chcesz? – spytał mężczyzna.
-W tobie jest kolejny – wskazała na kobietę.
-Skąd ty…
-Wyczuwam nowe życie – odpowiedziała – W zamian za niego przeniosę waszą wioskę. Jeśli chcecie ochronić bliskich zgodzicie się.
Patrzyli na nią przerażeni, ale później popatrzyli po sobie. Widziała w ich oczach niepewność i strach, po chwili jednak zgodzili się. Niespodziewanie porwała ich w powietrze w swojej naturalnej postaci i puściła w wiosce. Blokada przemiany nadal działała więc, wszyscy mogli tylko powarkiwać. Wylądowała przed wioską, uniosła rękę jakby coś podnosiła z ziemi za pomocą telekinezy. Ziemia w wiosce zatrzęsła się, teren wokół wioski zaczął się obniżać. W rzeczywistości wioska na płycie ziemi zaczęła wjeżdżać po pniu drzewa jak winda. Wampirzyca podleciała do płyty i leciała z nią w koronę drzewa. W miejscu, gdzie pień przechodził w gałęzie było zagłębienie. Jakby specjalne miejsce na gniazdo ogromnego ptaka. Było na tyle duże, że wampir mógł w nim swobodnie usiąść. Płyta została umieszczona na środku zagłębienia. Ziemia rozsypała się, ale nie wypełniła całego zagłębienia. Wampirzyca na chwilę zleciała i wróciła z jeziorem w rękach jakby je wykopała. Ziemia wokół jeziora rozsypała się i zmieszała z tą z płyty. Wilki patrzyły na swoje nowe otoczenie i nie mogły wyjść z zaskoczenia. Czarnowłosa wisiała w powietrzu, zaczęła wykonywać ruchy rękoma. Ziemia zaczęła się unosić i równomiernie rozsypywać po zagłębieniu. Nie było jej tyle, by wypełnić je, ale tak się stało. Wampir zrobił ruch ręki w górę, z ziemi zaczęły wyrastać drzewa i wkrótce wokół wioski był gęsty las małych drzew. Drzewa były odpowiedniej wielkości do rozmiarów ludzi.
-Będę do was przychodzić – oświadczył krwiopijca – Będę sprawdzać jak czują się i rozwijają moi podopieczni – powiedziała.
-To znaczy, że oni mogą mieszkać z nami? – spytała kobieta z niemowlęciem.

-Tak, opieka nad dwoma szczeniątkami to robota nie dla mnie. Wrócę nie długo, wyczekujcie mnie – powiedziała, zanurkowała i odleciała. Po chwili była już daleko od drzewa z wioską wilkołaków w koronie i zdjęła blokadę.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 5

Po rozmowie Suzan zniknęła, a Amoon czekał na zakończenie lekcji, ta była ostatnia. Kiedy zadzwonił dzwonek opierał się o ścianę przy schodach zamyślony.

Kiedy Susana usłyszała dzwonek wybiegła z klasy z chłopakami, pobiegła po schodach i zatrzymała się na ich końcu. W miejscu gdzie na poprzedniej przerwie rozmawiała z białowłosym chłopakiem było pusto. Zeszła po schodach, skręciła zamyślona przy ścianie i wpadła na stojącego tam Amoona, przewróciła się.
Chłopak poczuł jak coś w niego uderza i zobaczył leżącą na podłodze Susanę.
-Nic ci nie jest? - spytał podając jej rękę. Dziewczyna zaczerwieniła się.
-N-nie, po prostu nie patrzyłam czy kogoś nie ma przede mną - powiedziała podając mu rękę. Podciągnął ją, żeby mogła wstać. Zdziwił się, była lekka.
Dziewczyny z klasy Susany pobiegły za nią i zatrzymały się na półpiętrze za poręczą.
-Jak myślicie, to jej chłopak? - spytała jedna.
-Może... - zamyśliła się druga.
-A może być jej bratem? - zaproponowała trzecia podnosząc palec.
-Nie! - zaprzeczyła reszta.
-Przecież w ogóle nie są podobni.
Wśród nich znalazła się Linsy, ale ona w przeciwieństwie do pozostałych chciała się upewnić czy on jest magiczną istotą Susany, a nie spekulować czy to jej chłopak. Podczas gdy reszta gadała ona zauważyła, że Susana odchodzi z chłopakiem na dziedziniec i siadają na ławce. Poszła za nimi i schowała się przy ścianie. Inne dziewczyny pobiegły za nią i uderzyły w nią.
-Hej, uważaj.
-Ał.
-Ciszej - uciszyła je Linsy.
-He? Też chcesz zobaczyć czy są parą? - spytała jedna z zainteresowaniem.
-Nie, ja mam inne zainteresowania – powiedziała, patrzyła na Susane i chłopaka.
Dziewczyna nie wiedziała jak zacząć rozmowę.
-Yyy... Więc, znasz Suzan? - spytała, żeby jakoś zacząć.
-Tak, od dzieciństwa. Mojego, żeby nie było.
-Więc, kim dla niej jesteś? - spytała zaciekawiona, chłopak podrapał się po głowie.
-He, jakby to powiedzieć... A niech będzie, jestem dla niej służącym, towarzyszem, może trochę ochroniarzem.
-Jej, duże tego. Skąd ją znasz?
-Uratowała mi życie jak byłem mały.
Dziewczyny przyglądały im się wyczekująco i były coraz bardziej znudzone.
-Oni tylko rozmawiają.
-Niczego nie zrobili na powitanie, żadnych całusów ani uścisków.
-Chodźmy stąd nie ma nic ciekawego.
Teraz Linsy mogła spokojnie ich obserwować, czekała cierpliwie, ale oni tylko rozmawiali. Po jakimś czasie wstali z ławki i przeszli przez dziedziniec po czym poszli za skrzydło dziewczyn. Poszła za nimi i zobaczyła dziewczynę o czarnych prostych włosach ubraną w czarny płaszcz, czarną bluzkę i czarne spodnie. Przywitała się z Susaną i jej towarzyszem, zauważyła, że dziewczyna ucieszyła się na widok czarnowłosej.
-I jak tam, pogadaliście sobie?
-Tak, Amoon powiedział, że uratowałaś go jak był mały. Co mu groziło?
-Tak, był wtedy bardzo słodkim niemowlęciem - przeciągnęła ostatnie dwa wyrazy.
-Przestań.
-Poznałaś go jak był niemowlęciem?! Jak to?! - zdziwiła się Susana - Jak go spotkałaś?
-Znalazłam jego wioskę w lesie, była przy jednym z ogromnych drzew jakie tam rosną. Kiedy jej mieszkańcy mnie zobaczyli zdenerwowali się. Nieźle wtedy wkurzyły się wilczki.
-Wilczki?
-Tak, to była wioska wilków, wilkołaków według was. Amoon jest wilkołakiem.
-Naprawdę? Myślałam, że wampiry i wilkołaki się nienawidzą.
-Ta tutaj to wyjątek - wtrącił chłopak wskazując na Suzan.

-Tak, chcesz wiedzieć jak to się dokładnie stało? - spytała, a dziewczyna pokiwała głową. Usiadły, a Amoon oparł się o drzewo.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 4

-Czy to twoja sprawka, że Mike jest zdrowy? - spytała dziewczyna zamykając drzwi, usiadła na łóżku.
-Tak, uratowałam go. Dostał jeszcze "prezent pożegnalny" od swojej niedoszłej przywołanej istoty i pewnie to też go zabijało. Zrobiłam co uważałam za słuszne i jest zdrowy.
-Wow, a jak to zrobiłaś? - spytała zaciekawiona.
-Co, uratowałam go? Czy może chodzi ci o "prezent pożegnalny"? - dziewczyna przez chwilę zastanawiała się.
-Jedno i drugie - uśmiechnęła się.
-Dobrze - zaśmiała się - Ugryzłam go.
-He? He?!
-Uspokój się, ugryzłam go, bo mój jad działa na wszystko. Może rozpuścić drzewo, skałę, wszystko. Poza tym mogę "ustawić" jego właściwości więc, sprawiłam, że usunął cały jad tamtego wampira i żadne komórki ani żyły, ani krew nie zostały zniszczone. Normalnie jest śmiertelny.
-Dla mnie to wygląda na to, że ma właściwości kwasu - powiedziała zlęknięta dziewczyna.
-Nie mylisz się - uśmiech zagościł na twarzy Suzan - Mówiłam już, że mogę go "ustawiać". Jeśli chodzi o "prezent pożegnalny" to też zasługa mojego jadu. Rozprzestrzenił się po całym jego ciele i...
-Teraz żałuję, że cię o to zapytałam - powiedziała dziewczyna cała blada - Zbyt dokładnie opisujesz szczegóły.
-Jak już zaczęłam to daj mi skończyć. Więc, rozprzestrzenił się po jego ciele i przy okazji usunął wszelkie bakterie i takie tam. Ustawiłam go jeszcze tak, żeby ustabilizował jego geny i zapisał w nich "prezent" - powiedziała.
-Cały czas mówisz "prezent", ale co to właściwie jest? - spytała dziewczyna.
-Wiesz jaką moc posiadał ten wampir? - spytała ją.
-No tak, zmienił się w ptaka więc, przemiany w zwierzęta - odpowiedziała.
-Tak, to był wampir zwany Animalem. Oprócz możliwości zmienienia się w zwierzę może jeszcze zamienić kogoś w zwierzę. Taka osoba może zostać odmieniona tylko przez tego wampira, który to zrobił. Chyba, że masz mnie - uśmiechnęła się.
-Czyli Mike może zamieniać ludzi w zwierzęta? - spytała zaskoczona Susana.
-Nie, może sam zmienić się w zwierzę, ale musi to opanować. Animale mają wrodzony talent do tego, ale on musi się nauczyć jak to opanować.
-Nieźle, też bym tak chciała - powiedziała rozmarzona.
-Ty masz przed sobą więcej pracy niż on - zaśmiała się wampirzyca.
-Właśnie - przypomniała sobie Susana - PI jest w przyszłym tygodniu, przyjdziesz na nie, żebym mogła się pochwalić koleżanką i nie musieć już robić tego głupiego ćwiczenia?
-Zobaczysz - odpowiedziała.

Susana od kilku dni chodziła wesoła. Na jednej z przerw zaczepiły ją dziewczyny, za którymi nie przepadała. Były we cztery, a każda z nich miała swoją magiczną istotę. Dwie z nich miały zjawy, jedna potwora i jedna demona. Ze zjaw były rusałka i nimfa, z potworów chimera, a z demonów gorgona, która nieprzyjemnie patrzyła na dziewczynę jadowicie-zielonymi oczami.
-Ostatnio jesteś bardzo wesoła - stwierdziła ich liderka, Suli, która miała gorgonę.
-A co, to źle? - spytała zdziwiona.
-Dla ciebie to za dobrze - zaczęła się śmiać, a jej koleżanki za nią.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale zabieram ją - powiedział wysoki chłopak. Miał proste białe włosy do ramion, jasnoszarą podkoszulkę, białe spodnie i biały płaszcz bez rękawów. Nie był uczniem akademii, dziewczyny rozstąpiły się. Chimera lekko warczała, spojrzał na nią tylko swoimi pomarańczowożółtymi oczami i natychmiast się skuliła. Popchnął Susan i szedł z nią korytarzem, dziewczyna zauważyła, że niektóre istoty spoglądają w ich kierunku. Były to najczęściej wampiry i wilkołaki, zeszli z piętra po schodach i stanęli przy murku obok dziedzińca.
-Yyy... D-dziękuję za uratowanie, ale... - chłopak spojrzał na nią, a ona odwróciła wzrok - K-kim jesteś?
-Nie musisz mi dziękować. Jestem Amoon - powiedział. Zauważyła, że osoby z jej klasy i pierwszej drugiej patrzą na nich. Niektóre osoby, które miały wampiry zauważyły, że wpatrują się w nich i pytały co się stało. Linsy patrzyła zaciekawiona na Susanę i chłopaka, który z nią stał, była zainteresowana czy to może być jej magiczna istota.
-Jak myślisz Sinly, kto to jest? - spytała swoją istotę. Harpia poprawiła okulary i spojrzała badawczo na nowego towarzysza Susany.
-Moim zdaniem to wilkołak - powiedziała chowając nos w czytanej książce.
-Ho? Jak możesz to stwierdzić?
-Z demonów tylko wilkołaki mogą wyglądać jak zwykli ludzie.
-Ale przecież wampiry też mogą, to może być wampir - stwierdziła Linsy.
-Spójrz jak patrzą wampiry, to nie może być jeden z nich. Z takim wzrokiem nienawiści patrzą tylko na wilkołaki więc, nie ma pomyłki - powiedziała harpia nie wyściubiając nos z książki.
-Więc, udało jej się przywołać wilkołaka? - spytała siebie dziewczyna.
Susane peszył wzrok tylu osób zwłaszcza dziewczyn z jej klasy, postanowiła szybko skończyć rozmowę.
-Yy... Nie chcę być niegrzeczna, ale jeśli nie masz nic więcej tutaj do zrobienia to możesz już sobie pójść - powiedziała nie patrząc na niego. Chłopak schylił się i popatrzył na nią, a ona zaczerwieniła się.
-Chyba nie mogę tego zrobić - powiedział prostując się - ponieważ wtedy pewna osoba nie dałaby mi spokoju - podrapał się po głowie.
-Jak to? - zdziwiła się Susana, spojrzała w górę na niego.
-Nie wiesz wielu rzeczy o Suzan - powiedział patrząc na nią i usiadł na murku.
-Znasz ją? - zdziwiła się dziewczyna.
-Ba, nawet dłużej niż myślisz - powiedział kiedy usłyszeli dzwonek. Susana pobiegła na schody.
-Będziesz po lekcjach? - spytała odwracając się.
-Tak - powiedział, a ona pobiegła i znikła na wyższych schodach.
-I jakie wrażenia? Co o niej sądzisz? - Amoon usłyszał głos tuż obok siebie i tylko się uśmiechnął.
-Już wiem czemu zgodziłaś się być jej przyzwaną istotą - powiedział patrząc obok siebie gdzie, w czarnym dymie pojawiła się Suzan.
-No słucham?
-Jest cicha i nieśmiała, wydaje się być odtrącana przez część "szanownego" towarzystwa z jej otoczenia - powiedział - Całkowite przeciwieństwo ciebie - zaśmiał się miłym głosem.
-Po części masz rację, a po części całkowicie się mylisz. Ona jest trochę podobna do mnie, ja też miałam ten problem przez jakiś czas, ale poradziłam z nim sobie lepiej niż ona. Dopóki nie spotkałam twojej watahy - powiedziała uśmiechając się.
-Nawet mi nie przypominaj, wiesz ile moja matka mówiła to jak zostałem uratowany przez wampira i jak to źle, że muszę mu teraz służyć, a nie być przywódcą watahy. Oczywiście i tak wyszło na to, że jestem przywódcą watahy, ale nie mam szacunku wśród własnego stada jakie powinien mieć wilk alfa.
-Czyli umówiłeś się z nią po lekcjach? - spytała zainteresowana - Będziecie mówić o mnie?
-Ta... Trochę jej opowiem o sobie i po co tu mnie wezwałaś - westchnął Amoon.
-Co? Przecież ty zawsze chodzisz za mną jak pies - powiedziała uśmiechnięta.
-Ej, to było niemiłe - powiedział.
-Ale to prawda - powiedziała z wyrzutem - Przecież jesteście moimi psami, ty i Max.
-Wilkami, wilkami - warknął zirytowany jak warczą psy.
-Dobrze, dobrze. Wydaje mi się, że jak byłeś młodszy to trudniej było wyprowadzić cię z równowagi - zaśmiała się.

-Za to ty ciągle się z kimś o coś biłaś i musieliśmy walczyć razem z tobą - powiedział już mniej zirytowany - Teraz jesteś bardziej spokojna i opanowana, czasami chłodna. Chyba jedyny, który się nie zmienił to Max - powiedział Amoon wzdychając.