niedziela, 25 października 2015

Rozdział 12

Zostały otoczone przez całą watahę wilków, których był chyba z tuzin. Powarkiwały i obnażały białe kły. Kilka zbliżyło się i nieustannie krążyło wokół nich. Wszystkie wpatrywały się głodnymi, świecącymi w zapadającym zmroku ślepiami. Suzan wyciągnęła rękę zasłaniając czerwono-włosom przed atakiem wilków od przodu. Nie mogła jednak bronić teraz dziewczyny przed atakiem od tyłu, jednocześnie obserwowała wilki, które obchodziły je co jakiś czas skacząc kawałek do przodu z głośnym kłapnięciem zębami. Susanna trzęsła się z przerażenia jakie wywołały w niej wilki. Spojrzała na swojego obrońcę, wampirzyca była skupiona i czujna, jakby na coś czekała. Wpatrując się tak nie zauważyła, że pojawił się ogromny cień przy najbliższym drzewie. Dopiero gdy podszedł bliżej zasłaniając jej niebo, na którym zaczęły pojawiać się gwiazdy. Wpatrywała się w duże, brązowe oczy, które zdawały jej się lustrować ją wzrokiem. Kiedy zobaczyła do kogo należą nogi, które wcześnie trzęsły się jak osika na wietrze ugięły się pod nią. W tej samej chwili wilki rzuciły się na nią, nie osiągnęły jednak swojego celu. Powstrzymało je warknięcie ogromnego, pięciometrowego wilka, który pojawił się przed momentem. Przypatrywał się im z odsłoniętymi białymi kłami i zaczął krążyć. Dziewczyna leżała przerażona, a Suzan poruszała się cały czas po okręgu zasłaniając ją przed samcem alfa. Była wyraźnie zniecierpliwiona, w końcu gwałtownie się zatrzymała i krzyknęła.
-Skończysz to przedstawienie czy ja mam to zrobić?!
Wilk zatrzymał się w tej samej chwili co wampirzyca. Na słowa warknął tylko i zaatakował łapą. Czarnowłosa odskoczyła zapominając, że za nią jest Sutanna. Uświadomiła jednak to sobie i wyczekująco wpatrywała się w kurz, który uniósł się przez uderzenie. Wielkie pazury znajdowały się kilka centymetrów od dziewczyny, która zdążyła się przeturlać. Wilk wpatrywał się w nią co dało czas wampirzycy. Uderzyła go z łokcia prosto w nos i stanęła przed leżącą czerwono-włosom. Wataha chciała zaatakować, ale została powstrzymana ostrym warknięciem i wycofała się.
-Dobry wybór – skomentowała Suzan i skoczyła w kierunku samca alfa. Dość szybko się z nim rozprawiła, złapała go za prawe ucho ciągnąc jego głowę w dół. Kiedy zetknęła się z ziemią szybko przeskoczyła na kark zwierzęcia przyciskając go do ziemi całym ciężarem ciała. Tym sposobem zaczęła go podduszać. Wilk stęknął, a czarnowłosa syknęła mu do ucho – Skończ to!
Zaczął pomrukiwać i warczeć gniewnie, ale dziewczyna zauważyła jakby zaczął się kurczyć. Wilki wokół rozpierzchły się zostawiając je dwie z samcem alfa sam na sam. Wilk wyraźnie zmniejszał się. Wampirzyca zeskoczyła z niego kiedy zaczął się podnosić i stanęła przed czerwono-włosom, która nadal była w pół siadzie na ziemi. Wilk zaczął stawać na dwóch łapach i po chwili był już czarnowłosym chłopakiem o brązowych oczach.
-Niemożliwe… - wyszeptała ciągle leżąc na ziemi. Nie mogła uwierzyć w to co widziała. Tym, który nasłał na nie wilki był Max – A-ale… Dlaczego? – spytała załamanym głosem.
-Chciał sprawdzić czy jesteś godna zainteresowania – powiedziała wampirzyca patrząc pogardliwie na chłopaka – Przez niego straciłyśmy cenny czas. Chodź!
Złapała ją za rękę podnosząc do stania i pociągnęła zaczynając biec. Susanna nie mogła za nią nadążyć.

Kiedy dotarły do budynku było już ciemno.
-O nie! Teraz sprawdzają pokoje! Jak my tam dotrzemy na czas?! – spytała spanikowana dziewczyna. Były pod oknami skrzydła dziewczyn, ale wejście było po przeciwnej stronie i, żeby się do niego dostać musiały by okrążyć całą część sypialną dla uczennic.
-Będzie dobrze, trzymaj się mnie – czarnowłosa złapała ją w pasie. Podbiegła do ściany i skoczyła prosto na nią. Susanna myślała, że rozbiją się na budynku, ale przeleciały przez niego przenikając przez okno. Wylądowały na podłodze małego pokoiku po czym Suzan natychmiast zniknęła. Ktoś zapukał do drzwi, do pokoju weszła nauczycielka. Zobaczyła czerwono-włosom siedzącą na podłodze ciemnego pomieszczenia.
-Dlaczego siedzisz po ciemku na podłodze? – spytała.
-Yyy… No więc… - dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć.
-Nieważne, jesteś w pokoju. Pamiętaj, że za pół godziny jest cisza nocna – powiedziała i wyszła. Susanna odetchnęła z ulgą. Bardzo się cieszyła, że zdążyła do pokoju przed nauczycielką, a ona o nic nie pytała.
-Dzięki, Suzan.
-Nie ma za co – odezwała się wampirzyca.
-To ja już pójdę spać, dobranoc.
-No, dobranoc. A ten cholerny Max jeszcze mnie popamięta! Dostanie porządnego kopa w tyłek plus coś za co będzie żałował, że w ogóle spróbował takiego numeru! – powiedziała z taką wściekłością wampirzyca, że mimo iż była niewidzialna jej oczy jarzyły się czerwienią.
-Tak… - odpowiedziała zakłopotana dziewczyna przebierając się – Ale nie przesadź – i poszła spać.

Wolne wakacje dziewczyna poświęciła na uczenie się od Suzan o magicznych istotach. Spędzały czas na nauce w podobny sposób jak za pierwszym razem. Wampirzyca specjalnie przyzywała istoty po ty by pokazać je dziewczynie i łatwiej mogła przyswoić wiedzę. Poprawiała też podręcznikowe błędy ludzi, którzy mieli fałszywe pojęcie o niektórych istotach.

W ostatni dzień wampirzyca wyciągnęła dziewczynę wcześnie rano na dziedziniec.
-O co chodzi, Suzan? – ziewnęła zaspana przecierając oko – Co takiego chcesz mi pokazać tym razem?

-Coś, a raczej kogoś niesamowitego. Spotkasz kogoś kogo chciałby spotkać nie tylko nie jeden człowiek – powiedziała uśmiechając się – Widzisz te góry? – wskazała wysokie wzniesienia skał za miastem Fior. Większość szczytów była ukryta w chmurach, tylko nieliczne mniejsze były widoczne – Tam jest ktoś kogo chcę ci przedstawić. A teraz chodź – pomachała do niej. Dziewczyna podeszła do czarnowłosej jeszcze lekko nieprzytomna kiedy ta złapała ją w pasie i wzbiła się z nią w powietrze znikając bardzo szybko na niebie.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 11

Obudziłam się i usiadłam na łóżku.
-I co? Znowu będziesz się spieszyć na zajęcia? – spytała Suzan uśmiechając się.
-Nie, przecież jest wolne. Poza tym chcę pospacerować po lesie – odpowiedziałam.
-Wiesz, że nie możecie chodzić sami do lasu, prawda? – wypowiedziała przeciągle ostatni wyraz.
-Mam ciebie. Obronisz mnie i sprawisz, że nikt nie zauważy, że się wymknęłam – powiedziałam uśmiechając się.
-Skoro tak mówisz – uśmiechnęła się wzruszając ramionami. Dziewczyna ubrała się i wyszła z pokoju. Dzień zapowiadał się melancholijnie, słońce świeciło, ptaki śpiewały, a po niebie płynęły białe obłoczki. Susana okrążyła dziedziniec, nie wyglądało na to, żeby inni mieli zamiar robić coś innego niż wczoraj. Wampirzyca natomiast latała obok niej.
-Możemy już iść? – spytała zniecierpliwiona czerwonowłosa. Suzan zamyśliła się.
-Skoro chcesz złamać regulamin akademii – powiedziała – to niech chociaż będzie z tego jakiś pożytek – uśmiechnęła się i poleciała w stronę skrzydła dziewczyn przelatując przez ścianę. Po chwili wróciła i podała Susanie podręcznik od wiedzy o Magicznych Istotach, w którym było kilka kartek i ołówek.
-Co? – jęknęła niezadowolona – Mam wolne, dlaczego mam się uczyć? – spytała wymachując książką.
-Uspokój się, to będzie bardzo praktyczne nauczanie. Poza tym czy nudziłaś się ze mną do tej pory? – spytała z tajemniczym uśmiechem wampirzyca.
-Yyy… No, nie.
-Więc tylko możesz sobie wyobrazić, nie w zasadzie zobaczysz jak interesująco uczę – uśmiechnęła się i skierowała się w stronę celu wycieczki. Dziewczyna ruszyła za nią.
-A właśnie, gdzie są Amoon i Max? – spytała Susana zastanawiając się.
-Pewnie gdzieś w lesie – odpowiedziała beznamiętnie czarnowłosa.
-Nic im nie będzie? Nie spróbujesz ich namierzyć? – zaniepokoiła się dziewczyna. Wampirzyca odwróciła się do niej zirytowana.
-Czy ty zapomniałaś, że oni są wilkami?! Poradzą sobie, nie jestem ich niańką. Poza tym teraz mam do niańczenia chyba bardziej nieznośne dziecko niż oni – uśmiechnęła się podle.
-Ej, to było niemiłe!
-Dobra, koniec o nich. Rozpoczynamy wycieczkę naukową! – krzyknęła Suzan i wylądowała na krawędzi, gdzie zaczynał się las. Ruszyła przodem, a Susana poszła za nią – Dobra, zacznijmy od tego co wiesz na temat Magicznych Istot.
-Co? To jest jakiś sprawdzian czy jak? – jęknęła.
-Dalej to nic strasznego – uśmiechnęła się – Chcę wiedzieć co ty wiesz, żebym mogła ci wyjaśnić to czego nie będziesz rozumiała i uzupełnić informacje, których jeszcze nie przerobiłaś. Poza tym niedługo będzie połowa semestru i Wiedza o Magicznych Istotach się skończy.
-Co?! No dobra, niech pomyślę… Magiczne Istoty dzielą się na cztery grupy: demony, magi, potwory i zjawy.
-Czym się charakteryzują demony?
-Yyy… No… Ze wszystkich magicznych istot najbardziej mogą upodobnić się do ludzi, chyba…
-Tak, dokładnie. Wymień rodzaje demonów.
-Dużo ich jest…
-Wymień te, które pamiętasz.
-Hm, wampir, wilkołak, harpia, gorgona, kitsune – lisi demon, anioł, elf, zombie…
-Pięknie, wszystkie wymieniłaś – wampirzyca stanęła i obróciła się do niej – To teraz jakie znasz gatunki wampirów.
-No są cztery główne gatunki czyli wodny, Air, Fir, Eth; animal i przesmyk.
-Tak, cztery główne władają żywiołami i mogą tworzyć bariery ochronne. Animal może zmienić się w zwierzę albo kogoś w nie zamienić i tylko on może przywrócić tej osobie poprzedni wygląd. Oprócz nich są jeszcze dwa: minize, który może zmniejszać się do rozmiarów wróżki, czyli ma jakieś dziesięć centymetrów wzrostu i exagger, który z kolei może zwiększyć swoje rozmiary tak, że dwukrotnie przewyższa wampiry w ich normalnym wzroście.
-A ile ma wampir normalnego wzrostu? – spytała zaciekawiona dziewczyna. Suzan przez chwilę zastanawiała się.
-Nigdy się nie mierzyłam kiedy przebywałam w mieście ognistych wampirów, ale tak na oko to od dwudziestu pięciu do trzydziestu metrów, oczywiście dorosły wampir, bo dzieci są mniejsze.
-Wow, niesamowite.
-Teraz wymień resztę istot z grupy magi. Była już wymieniona wróżka. Jest ich niewiele więc dasz radę.
-Hm, to będzie pegaz, jednorożec i feniks, prawda?
-Tak. Znasz z wyglądu mniej więcej te wszystkie wymienione stworzenia, prawda? Więc pokarzę ci coś czego pewnie nie widziałaś.
Wampirzyca wyciągnęła rękę przed siebie, z której wydobyło się szare światło. Po chwili jednak zniknęło.
-I co to wszystko? – zdziwiła się czerwonowłosa – Miałam zobaczyć jakieś słabe światło?! – spytała z wyrzutem.
-Czy wiesz dlaczego uczniom akademii nie wolno wchodzić do lasu? – zadała pytanie Suzan. Jakąś sekundę później usłyszały jakby krzyk drapieżnego ptaka – Już jest – mruknęła do siebie – Odsuń się – powiedziała do dziewczyny. Wyciągnęła rękę tak, że Susana nie mogła podejść bliżej polanki, na której skraju stały. Po chwili zauważyła między drzewami duży ciemny kształt, który szybko leciał w ich stronę. Cofnęła się kilka kroków kiedy zauważyła co wylądowało na polance nie dalej niż metr od czarnowłosej. Przez dłuższy czas przyglądała się stworzeniu.
-Czy to…? – wydukała nie mogąc opisać tego co widziała. Przed nią, a dokładniej przed jej pseudo-nauczycielką stał pół sokół pół koń. Jego pióra były szare, ale bardzo jasne wtapiając się w siwe umaszczenie tylnej części stworzenia.
-Tak, to hipogryf – wampirzyca powstrzymywała się od śmiechu widząc twarz czerwonowłosej – No nie stój tak, podejdź. Tylko najpierw zostaw to co trzymasz i przede wszystkim powoli, nie rób gwałtownych ruchów, bo może się zdenerwować.
Zostawiła książkę z jej zawartością na zwalonym pniu drzewa i powoli zaczęła podchodzić do hipogryfa. Będąc obok Suzan wyciągnęła do niego rękę. Stworzenie zaczęło się denerwować i stanęło dęba.
-Spokojnie, cii – szepnęła czarnowłosa i pogłaskała hybrydę po dziobie – Teraz możesz go pogłaskać – powiedziała ustępując miejsca dziewczynie, która z wahaniem, niepewnie dotknęła dzioba stworzenia po czym powoli zaczęła je głaskać.
-Niesamowite, dotykam hipogryfa – powiedziała do Suzan, która stała obok – Jak ty go tutaj wezwałaś? Przywołałaś go?
-Nie, nie do końca. Teraz wiesz czemu uczniowie mają zakaz wchodzenia do lasu? Jest w nim od groma Magicznych Istot, których nikt nie przyzwał. Nawet jeśli ich by tutaj nie było to są jeszcze inni mieszkańcy tacy jak lisy, wilki czy niedźwiedzie, które również mogły by zaatakować nie ostrożnych ludzi. Dobra, dosyć tego dobrego – zabrała rękę dziewczyny, a hipogryfa odpędziła. Odgalopował kawałek, zrobił rundkę wokół polanki i odleciał z niezadowolonym krzyknięciem.
-Dlaczego to zrobiłaś?! – spytała z wyrzutem – Chciałam go jeszcze trochę pogłaskać!

-Dosyć tego dobrego. Musimy wracać, zaraz będzie ciemno – rzuciła Susanie podręcznik i ruszyła powrotną drogą do akademii. Dziewczyna niechętnie podążyła za nią. Co jakiś czas potykała się o wystające korzenie, które coraz trudniej było dostrzec w zapadającej nocy. Nagle usłyszała wycie wilka, i to nie jednego. Gorsze jednak było to, że było coraz głośniejsze. Podbiegła do czarnowłosej, której sylwetkę widziała przed sobą. Chwyciła ją za rękę i zatrzymała. Coś poruszyło krzakami wokół nich. Czerwonowłosa czuła narastający paniczny strach przez poruszające się liście. W chwili gdy coś z nich wyskoczyło nie wytrzymała i krzyknęła przeraźliwie.

sobota, 6 września 2014

Rozdział 10

Susana spacerowała po terenie szkoły. Większość chłopaków grała w piłkę, niektórzy gadali z dziewczynami. Większość dziewczyn miała otwarte okna w pokojach i siedziała na parapetach rozmawiając lub malując paznokcie. Chodziła ciągle zamyślona, Suzan wcześniej postanowiła sama gdzieś pobyć. Teraz nagle pojawiła się obok.
-Nad czym myślisz? – spytała zaciekawiona.
-Nie przeczytasz mi w myślach? – zdziwiła się.
-Wolę normalnie rozmawiać – odpowiedziała – No więc?
-Jest wolne, a ja nie mam tu nic ciekawego do zrobienia. Zastanawiam się czy gdzieś może nie pojechać, ale nic mi nie przychodzi do głowy.
-Po co szukać gdzieś daleko, przejedźmy się do Fior.
Uśmiechnęła się i poszła w kierunku bramy. Fior to miasto, z którego można dojechać do akademii. Suzan schowała skrzydła i ogon pod płaszcz i wyszły przed bramę. Właśnie przyjechał autobus, wsiadły do niego. Jechały nie całą godzinę i wysiadły na przystanku w środku miasta. Rozejrzały się, uliczki były udekorowane kwiatami i lampkami.
-Ciekawe co tutaj się dzieje? – spytała Susana oglądając dekoracje. W oknach i na balkonach były poustawiane doniczki z kolorowymi kwiatami. Na straganach były dostępne różne rzeczy, najwięcej było kwiatów. Były też różne potrawy, ozdoby, koszyki. Można było powiedzieć, że gdyby się dobrze poszukało znalazło by się wszystko.
-Przez cały tydzień trwa festiwal kwiatów – powiedziała starsza pani zza jednego straganu – Podejdźcie, co chcecie? Mam tutaj mnóstwo różnych rodzajów kwiatów i wianki.
Podeszły do straganu i przyglądały się. Suzan wybrała naszyjnik z czerwonych róż, a Susana długo nie mogła się zdecydować. Po dłuższym namyśle wzięła doniczkę z fioletowymi kwiatami. Odchodząc od straganu zauważyła doniczkę, w której była sama ziemia, bez kwiatu.
-Co to jest? – spytała starszą panią wskazując na pustą doniczkę.
-Masz dobre oko, większość przechodziła obojętnie, ale ta doniczka jest wyjątkowa.
-Naprawdę? – zaciekawiła się, Suzan przysłuchiwała się uważnie. Chciała sprawdzić czy czasem staruszka nie okłamuje dziewczyny.
-Tak, są w niej nasiona księżycowego kwiatu. Kwitnie tylko podczas pełni, teraz nie ma pełni więc nie wyszedł.
Poprosiła o doniczkę i odeszła zadowolona. Suzan dziwnie patrzyła na doniczkę.
-Coś się stało?
-Zastanawiam się jak wygląda ten kwiat, staruszka nie wydawała się kłamać. Nie, nie kłamała, ale nie wiedziała również jak on wygląda. Dziwie się, że wystawiła go na straganie.
-Hoo, chciałabym go zobaczyć. Ale do pełni zostało jeszcze sporo czasu.
-Spokojnie, da się załatwić.
-Co?
-Pełnię dziś w nocy.
-Jak? – zdziwiła się dziewczyna.
-Zobaczysz – uśmiechnęła się wampirzyca. Chodziły po mieście, oglądały dekoracje na ulicach i stragany. Kiedy zaczęło się ściemniać zostały puszczone pierwsze fajerwerki. Wszystkie były w kształcie kwiatów, miały różne kolory. Mieszały się żółty i czerwony, czerwony i różowy, błękitny i zielony, niebieski i zielony. Były wszystkie możliwe kombinacje. Suzan zaczęła ciągnąć dziewczynę w stronę przystanku.
-Co robisz? Chcę jeszcze pooglądać – jęknęła.
-Uczniowie, którzy nie zgłosili, że jadą gdzieś dalej muszą wrócić do akademii przed zmrokiem. Poza tym z terenu szkoły będzie lepiej widać – pociągnęła ją dalej. Kiedy wróciły było całkiem ciemno, a fajerwerki rozświetlały niebo. Uczniowie, którzy zostali stali na dziedzińcu i patrzyli na kolorowe kwiaty na niebie. Kiedy skończyli puszczać fajerwerki wszyscy rozeszli się do pokoi. Dziewczyna położyła doniczki na oknie i poszła spać.

Obudziło ją potrząsanie, przetarła oczy. Dopiero teraz usłyszała wycie wilka, musiał być bardzo blisko, ponieważ było wyraźne.
-Co się stało? Nie ma księżyca, a wilk wyje – powiedziała ziewając.
-Choć, popatrz przez okno – powiedziała czarnowłosa i wyciągnęła ją z łóżka. Zasłony były odsłonięte, a okno otwarte. Podeszła bliżej i zobaczyła ogromny księżyc na niebie, był w pełni. Wampirzyca odsunęła ją od okna i wskazała na doniczki. Były oświetlone przez światło księżyca. W jednej kwiat był zamknięty, a z drugiej powoli wychodził mały pączek. Zaczął się rozwijać ukazując srebrzyste płatki. Przypominał różę, ale nie miał kolców, a brzegi płatków były postrzępione.

-Piękny – szepnęła. Przyglądała mu się, płatki odbijały światło księżyca i przez to wyglądały jakby świeciły. Kwiat wydzielał trochę słodki, łagodny zapach.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 9

Suzan weszła do pokoju Susany i położyła się na łóżko, dziewczyna siedziała przy biurku i obróciła się w jej stronę.
-Co się stało? Wyglądasz na zmęczoną – spytała dziewczyna.
-Bo jestem, od kilku miesięcy nie spałam – odpowiedziała.
-Przecież jesteś wampirem, one nie muszą spać.
-Niby tak, ale jak prawie ciągle używam moich mocy przez długi czas to jestem zmęczona. Na dodatek wiem jak przyjemny jest sen – powiedziała rozmarzonym głosem.
-A inne wampiry nie śpią jak są zmęczone? – zdziwiła się dziewczyna ostatnim zdaniem.
-Prawie żaden wampir nie umie zamknąć oczu i odpłynąć we śnie. Odpoczywając mogą mieć zamknięte oczy, ale są czujne. To tak jakbyś ustawiła telewizor albo komputer na stan czuwania. Niby wszystko jest wyłączone, a jednak działa.
-To załóż chociaż barierę, co?
-Masz – rzuciła w stronę Susany kamyk ze spiralą po jednej stronie – Dotknij nim drzwi. Sam się do nich przyczepi i wytworzy barierę. A teraz dobranoc – ułożyła się do snu. Dziewczyna zrobiła tak jak jej poleciła wampirzyca. Kamień był przyczepiony do drzwi i wytwarzał barierę. Susana powrotem usiadła przy biurku i zaczęła czytać notes.

Suzan obudziła się w nocy, przeciągnęła się mocno i rozejrzała. Miała wrażenie jakby spała sto lat, ale wiedziała, że tak nie jest. Zawsze tak się czuła jeśli spała po dłuższym czasie. Susana spała na podłodze oparta o szafę. Wampirzyca podniosła ją, położyła na łóżku i przykryła.

Susana obudziła się rano w swoim łóżku, pamiętała, że zasnęła na podłodze. Spojrzała na zegarek i zbladła. Była 8.55, za pięć minut zaczynały się zajęcia. Wyskoczyła z łóżka i dopadła do szafy kiedy usłyszała śmiech. Na biurku siedziała Suzan i śmiała się.
-Czemu się tak spieszysz? – spytała rozbawiona.
-Zaraz są lekcje – odpowiedziała. Na twarzy wampirzycy zawitał drwiący uśmiech.
-Czyżbyś czasem o czymś nie zapomniała? Jest wolne, brak zajęć. Odpręż się, nie żyj tylko nauką.
Dziewczyna usiadła na łóżku i zastanowiła się chwilę.
-No tak, masz rację – powiedziała pukając się w głowę. Przebrała się i wyszła z pokoju, za nią leciała Suzan – Nie boisz się, że ktoś cię zobaczy?
-Jestem niewidzialna – odpowiedziała beznamiętnie.
-No to ktoś cię wyczuje? Inne wampiry albo wilkołaki?
-Słuchaj – zatrzymała się wampirzyca – Nie pamiętasz już jakich mocy użyłam na Amoon’ie? Jestem niewidzialna, nikt oprócz ciebie mnie nie usłyszy, ani nie wyczuje zapachu czy obecności.
-No tak, sorry.
Susana zauważyła kilka dziewczyn na dziedzińcu, wyglądały na podekscytowane. Rozmawiały o czymś z wielkim zapałem. Wyszła na dziedziniec i usiadła na ławce.
-Możesz je podsłuchać – spytała półgłosem.
-A co? Zainteresowana? Pewnie, bez problemu – odpowiedziała wampirzyca i wsłuchała się.
-Hej, jedziemy tam, nie?
-No, w końcu jedziemy do Scuel.
-Chcę już tam być i go zobaczyć.
-Tak, złapiemy go.
-I co? O czym rozmawiają? – dopytywała się Susana.
-Rozmawiają o jakimś Scuel, zamierzają kogoś tam złapać – odparła po chwili ciszy wampirzyca.
-Nie wiesz gdzie to jest? – spytała zdziwiona.
-Wiem tylko to co mnie interesuje. Znam miejsca, w których byłam lub gdzie był ktoś kogo obserwowałam. Ale nie kojarzę żadnego Scuel. Może sprawdzimy w bibliotece, mimo wolnego powinna być otwarta.
Ruszyły w stronę biblioteki.
-Co może być w Scuel? – spytała siebie Susana. Nie zauważyła przechodzącej obok Linsy.
-Jeśli chcesz wiedzieć – wyrwała ją z zamyślenia. Dziewczyna obróciła się w jej kierunku – To w Scuel krąży pewna legenda miejska. Ponoć dziewczyny są uwodzone przez pewnego chłopaka i znikają. To miejsce jest odwiedzane w większości właśnie przez tą legendę. A czemu się tak tym interesujesz? – spytała zaciekawiona.
-Chodziłam po dziedzińcu i usłyszałam jak dziewczyny gadały, że chcą tam pojechać – odpowiedziała.
-Jest wolne więc mogą.
-Ciebie to nie interesuje?
-Niezbyt, chyba, że chciałabym ustalić kim jest chłopak przez, którego znikają dziewczyny.
-Podobno ten chłopak to magiczna istota.
-W dodatku jest przystojny.
-Dlatego…
-Chcemy go złapać – krzyknęły wszystkie dziewczyny jednocześnie, które wcześniej stały na dziedzińcu.
-A jak macie zamiar go złapać… - spytała Linsy. Susana szybko odeszła nie chciała już słuchać.
-To teraz wiesz to co chciałaś czy nie? – spytała wampirzyca.
-Tak, a jak myślisz uda im się go złapać?
-Wątpię, żeby miały odpowiednie rzeczy jeśli to naprawdę magiczna istota. Zależy jeszcze jaka i czy w ogóle tam jest – powiedziała.
-Co masz na myśli? – zdziwiła się dziewczyna.
-Jeśli to naprawdę magiczna istota ktoś mógł ją wezwać.
-Ale nie musiała się zgodzić tak jak u Mike’a.

-Zazwyczaj nie buntują się przy wezwaniu, ten animal to był wyjątek.

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 8

Mike siedział samotnie pod drzewem na skraju dziedzińca. Koledzy z jego klasy i pierwszej klasy pierwszego roku unikali go albo wyśmiewali się z niego po incydencie z animalem. Zastanawiał się co będzie dalej, nie miał magicznego stworzenia, a dalsza część nauki polegała na współpracy, wzajemnym zrozumieniu i ewentualnej nauce opanowania mocy istoty.
-Ty masz powód do dalszej nauki – usłyszał głos i podniósł głowę. Przestraszył się, bo zobaczył dziewczynę ze skrzydłami, kolejnego wampira. Jednak była dziwna, ponieważ miała jeszcze smoczy ogon.
-Czego chcesz? – spytał.
-Nauczyć cię posługiwać się mocą, którą posiadasz – odpowiedziała wampirzyca – Jestem Suzan – podała mu rękę. Chwycił ją niepewnie, doznał odczucia jakby poznał już tą osobę.
-Czy my się wcześniej nie poznaliśmy? – spytał wstając.
-Ty mnie nie, ale ja ciebie tak. Chcę abyś przychodził codziennie po lekcjach trenować. Zaczniemy od jutra – powiedziała i zniknęła. Obejrzał się na dziedziniec, podeszło do niego kilku chłopaków.
-Co robiłeś, gadałeś do siebie?
-A może po tym wypadku dostałeś takiego szoku, że wyobrażasz sobie coś czego tutaj nie ma? – spytał jeden po czym wszyscy zaczęli się śmiać i odeszli.
-To już nie miejsce dla ciebie, zrezygnuj – krzyknął jakiś z tyłu, Mike’a zdenerwowała ta wypowiedź. Postanowił, że dalej będzie uczył się i skończy tą szkołę.

Susana wyszła z pokoju, zastanawiała się co będzie kiedy wejdzie do klasy. Czy będą ją wypytywać? Poszła korytarzem, patrzyli na nią. Tak jak wczoraj ustaliła z Suzan Amoon był niewidzialny i szedł kawałek za nią. Weszła do klasy i usiadła na swoim miejscu. Wszyscy wkoło szeptali i spoglądali na nią, ale nikt jej nie zaczepił.
Dopiero w połowie zajęć na jednej z przerw podeszła do niej Linsy.
-Hej, Susana chcę o coś spytać.
-Tak, o co?
-Czy ty wezwałaś wampira z głównych gatunków? – spytała dziewczyna bez owijania w bawełnę.
-Nie bądź śmieszna. Przecież wiesz, że nie mam magicznej mocy. Nie mogłabym wezwać potwora, demon byłby trudny, a co dopiero wampira z czterech głównych gatunków.
Wszyscy przebywający w sali przyglądali im się.
-Powinienem ją powstrzymać od dalszego mówienia? – spytał biały wilkołak. Nikt oprócz niej nie usłyszał jego pytania. Suzan poza niewidzialnością sprawiła, żeby nikt poza nią i Susaną nie mógł go usłyszeć ani wyczuć jego zapachu lub obecności.
-Nie – szepnęła.
-Co? – spytała Linsy.
-Nic – odpowiedziała szybko – Tylko o to chciałaś zapytać?
-T-tak – odpowiedziała i odeszła, ale popatrzyła przez ramię. Na PI znowu nie udało jej się pokazać znaku. Słyszała jakieś wypowiedzi, zawód w głosach, obraźliwe okrzyki, ale ignorowała je. Wiedziała, że to co mówią to nie prawda.

Mike po zajęciach czekał pod drzewem, tam gdzie wczoraj spotkał wampirzycę. Zaskoczyła go, bo nagle pojawiła się przed nim. Odskoczył do tyłu.
-Wystraszyłaś mnie – powiedział.
-Przepraszam.
-Właśnie, dlaczego wczoraj moi koledzy z klasy cię nie mogli zobaczyć?
-Wczoraj byłam widzialna tylko dla ciebie, dzisiaj też tak jest – powiedziała. Ruszyła w stronę budynku, a on poszedł za nią. Szli w stronę skrzydła chłopaków, poszli za nie. Za częścią z salami była bardzo duża przestrzeń zielona. Cały teren łagodnie opadał w las. Wampirzyca stanęła na skraju górki i obróciła się w stronę budynku. Chłopak zatrzymał się.
-Dobrze, czy wiesz jaką posiadasz moc? – spytała go.
-Nie – odpowiedział. Nie wiedział skąd mógł mieć jakąkolwiek moc poza przywoływaniem.
-W takim razie zacznijmy od początku.
-Początku? – zdziwił się.
-Tak, jakiego wampira wezwałeś?
-Animala.
-Ugryzł cię, prawda? – przytaknął – Ugryzł cię i zostawił jad, który zaczął cię zabijać i zmieniać twoje komórki. Przyszłam do ciebie i zneutralizowałam jad swoim. Musiałam też ustabilizować zmiany, które zaszły. Innymi słowy uratowałam ci życie i sprawiłam, że będziesz mógł używać swojej mocy bez napadów wampirzego pragnienia.
-Yyy.. Aha. A jaką mam w końcu moc? – spytał nadal nie wiedząc jaka to jest.
-Możesz zmienić się w zwierzęta i potwory, ewentualnie zwierzęce formy demonów – odpowiedziała wampirzyca.
-Skąd ty to wiesz?
-Mogę rozpoznać jaką umiejętność posiada dana osoba na podstawie jej komórek.
-Dobra, to jak mogę się zmienić? – spytał. Chciał jak najszybciej nauczyć się opanować swoją nową zdolność.
-Musisz skupić się na zwierzęciu, w które chcesz się zmienić. Zacznijmy od czegoś łatwego. Zamknij oczy, rozluźnij się, oddychaj spokojnie i skup swoje myśli tylko na jakimś małym zwierzątku – powiedziała Suzan. Zrobił tak jak powiedziała i pomyślał o małym ptaszku. Miał zamknięte oczy i niczego nie widział, otworzył je powoli. Był bardzo zaskoczony kiedy zobaczył ogromną wampirzycę, wszystko stało się większe. Czuł się nieswojo, ponieważ jego ręce przywierały do tułowia. Spojrzał w bok i zobaczył szare skrzydełko.
-Udało się – pomyślał.
-Tak, udało ci się – usłyszał w swojej głowie inny głos.
-Suzan, jak ty to robisz? – spytał w myślach.
-To jedna z wielu moich mocy, mogę zaglądnąć do czyjegoś umysłu. Czytać w jego myślach i rozmawiać w jego umyśle. Chociaż mogłabym rozmawiać z tobą używając języka zwierząt. Teraz musisz nauczyć się latać jak każdy ptak, a reszta będzie później łatwiejsza – wampirzyca zaczęła do niego podchodzić.
-Co ty chcesz zrobić? – przestraszył się trochę. Wzięła go w ręce i poleciała w dół opadającej łąki. Stanęła na najbliższym drzewie gdzie zaczynał się las.
-Teraz rozłóż szeroko skrzydła i zacznij nimi poruszać – powiedziała. Mike rozłożył skrzydła i zaczął nimi powoli poruszać – Właśnie tak, tylko szybciej – zrobił to i oderwał się od jej rąk. Poleciał kawałek, ale zaczął opadać. Utrzymał jednak rozłożone skrzydła, lądując przewrócił się i zmienił w człowieka.
-Coś nie wyszło – powiedział wstając i otrzepując się.
-Nie, jak na pierwszy lot było całkiem dobrze. Musisz postarać się dłużej utrzymać w powietrzu i oczywiście poćwiczyć nad lądowaniem – wylądowała i poklepała go po ramieniu – Na razie ćwicz tylko tą przemianę. Później spróbujesz z większymi zwierzętami.
-Okey, dzięki. Gdzie idziesz? – spytał kiedy zaczęła odchodzić.

-Mam jeszcze pewien obowiązek, który muszę spełnić – powiedziała i poszła w stronę budynku.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 7

Linsy leżała w łóżku, zaczęła się zastanawiać kim jest czarnowłosa dziewczyna, którą tak radośnie przywitała Susana. Czy ta dziewczyna ma coś wspólnego z jej zachowaniem. Wstała z łóżka, wystawiła rękę przed siebie. Zaświecił granatowy znak i pojawiła się harpia.
-O co chodzi? – spytała poprawiając okulary.
-Sinly, czy może istnieć wampir posiadający więcej niż jedną moc? – spytała.
-Jeśli chodzi ci o podobne moce to tak, animal jest takim przykładem. Jeszcze główne gatunki wampirów mają dwie moce. Inne np. z mocą ziemi i wody raczej nie istnieją. Chociaż mogą być takie jeśli rodzice nie są tego samego gatunku. Nic innego nie jest brane pod uwagę, ponieważ są niemożliwe – odpowiedziała harpia.
-A mógłby istnieć wampir o trzech albo czterech różnych mocach np. wszystkich głównych gatunków?
-Znasz odpowiedź, nie.
-Eh. Hej dziewczyny – powiedziała do swoich koleżanek z pokoju – Pomożecie mi?
-A w czym? – spytała jedna.
-Chcę podczas przerwy jurto wślizgnąć się do pokoju Susany.
-Uuu, a co? Interesuje cię ten chłopak co z nią chodził?
-Tak, znaczy nie, znaczy też. Głównie chcę sprawdzić czy nie było tam z nią kogoś jeszcze. Rose, pomożesz mi z swoim wampirem, przesmykiem? – spytała dziewczynę o dziwnych włosach, brązowych z szarą grzywką.
-Możemy spróbować – zgodziła się.

Rano po pierwszej lekcji Linsy z Rose i kilkoma innymi dziewczynami poszły pod ostatnie drzwi w skrzydle dziewczyn. Rose przywołała swojego wampira na prośbę Linsy.
-Możesz wejść przez drzwi i poszukać czegoś? Jakiegoś zeszytu, notesu, kartki, zdjęcia, czegokolwiek.
-Mogę zobaczyć co tam będzie – odpowiedział wampir. Podszedł do drzwi i ręką ich dotknął. Nic się nie stało, zdziwił się.
-Jest bariera nie pozwalająca tu wejść – powiedział obracając się do nich – Nie mogę tam wejść. Taką barierę mógł tylko założyć…
-Jeden z głównych gatunków – dokończyła – Co oznacza, że Susana wezwała jednego z głównych gatunków wampirów.
-Co?! To niemożliwe!
-Bo niby z jakiego powodu ten wampir miałby tam być? – spytała samą siebie.
-Skoro go wezwała to, dlaczego nie przyzwała go na PI?
-Tego nie wiem, ale wiemy już, że ma magiczną istotę.

Po zajęciach Susana pobiegła do swojego pokoju i zamknęła drzwi. W środku zastała Suzan siedzącą na biurku, która rozmawiała z Amonem i jakimś czarnowłosym chłopakiem. Miał czarne krótkie włosy, ubrany był w czarną koszulkę bez rękawów, czarny płaszcz z krótkim rękawem i ciemne spodnie. Był obrócony do niej bokiem więc, mogła zobaczyć jego oczy, były brązowe. Reszta obróciła się w jej stronę, a nowy chłopak oparł się o szafę.
-To jest Max, mój brat – powiedział biały wilkołak.
-Miło mi jestem Susana – powiedziała siadając na łóżku. Pokój nie był duży więc, Amoon trochę nad nią stał. Na dodatek Max też był wyższy od niej, nie dorównywał wzrostem bratu, ale był wyższy od Suzan. Poczuła się mała i zaczęła się trochę bać, ale Suzan jakby odczytała jej myśli i uspokoiła ją.
-Słuchaj – powiedziała wampirzyca – Dzisiaj rano w trakcie przerwy ktoś próbował się włamać do pokoju.
-Jak to? – zdziwiła się – Wiesz kto?
-Pewnie, Linsy. Obserwowała nas kiedy opowiadałam ci o wiosce Amoon’a. Nie myślałam, że jest taka bystra, ale najwyraźniej domyśliła się, że masz magiczną istotę i jest nią wampir.
-Ale jak? Zabrała coś?
-Nie, postawiłam barierę, żeby nikt poza tobą nie mógł tu wejść kiedy ciebie nie ma. Spryciara chciała przejrzeć wszystko co tu jest z pomocą przesmyka. Na podstawie bariery domyśliła się mojego pochodzenia.
-Wie wszystko? – zdziwiła się.
-No co ty, ale może się domyślić. Jestem pewna, że niedługo to zrobi. Najpierw chcę jeszcze dokończyć sprawę z Mike’iem, a później załatwię z Linsy. Nie mów jej o mnie dopóki ci nie powiem. Założę się, że jej koleżanki już rozpowiedziały jej przypuszczenia. Mogą cię zacząć zaczepiać, dlatego będą z tobą chodzić Amoon i Max – powiedziała Suzan.
-No nie wiem, to chyba nie jest potrzebne.
-Będziemy cię chronić – zapewnił ją Amoon kładąc rękę na jej ramieniu – Chociaż on bardziej woli bijatyki i psoty – obejrzał się na Max’a. Chłopak wydawał się nie być zainteresowany.
-Zawołajcie mnie jak będzie coś bardziej interesującego – i wyskoczył przez okno. Pomyślała, że mimo iż są tak podobni z Amoon’em z wyglądu, bardzo się różnią z charakterów.
-Suzan – zaczęła – Skoro masz różne moce nie mogłabyś ukryć Amoon’a albo sprawić, żeby był niewidoczny? – spytała niepewnie – Nie czuję się swobodnie z obstawą.

-Dobrze, możemy tak zrobić jeśli chcesz – odpowiedziała wampirzyca.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 6

Lasem szła wampirzyca, miała smocze skrzydła i smoczy ogon. Miała czarne włosy, ciemne oczy, czarny płaszcz, czarną bluzkę i czarne spodnie. Szła powoli między ogromnymi drzewami zamyślona. Las był ogromny i rzadko jakiemu wampirowi chciało się tu przychodzić poza porą polowania. Zauważyła przy pniu drzewa wioskę, podeszła bliżej, by się jej przyjrzeć. Doszła do niej, a mieszkańcy podnieśli alarm.
-Wampir!
Już stojąc przy wiosce czuła zapach futra, mieszkały tutaj wilkołaki. Zanim jakikolwiek zdążył się zmienić pstryknęła palcami blokując ich przemianę i tworząc wokół barierę, która sprawiała, że wioski nie było widać ani czuć. Po chwili wilkołaki zorientowały się, że nie mogą się zmienić.
-Ty! Co zrobiłaś?! – warknął któryś. Większość z nich byli mężczyznami, reszta chowała się w domach. Wszyscy byli zdenerwowani i warczeli. Jednak nie mogli nic zrobić, byli na jej łasce.
-Czego chcesz?! – krzyknął jakiś. Popatrzyła po nich i ruszyła w stronę jednego z domków. Czuła z niego rozpacz i bliską śmierć. Tamci pobiegli za nią, zatrzymała się przed domkiem opierającym się o pień drzewa. Bez trudu zerwała z niego dach i zajrzała do środka. W pokoju wyglądającym na dziecięcy przy łóżeczku stała para młodych ludzi i patrzyła na nią przerażona. Kobieta trzymała w rękach czarnowłose niemowlę, było blade i nie ruszało się.
-Ono jest chore, prawda? – spytała wampirzyca.
-Czego chcesz? – spytała drżącym głosem kobieta przyciskając do siebie nieruchome dziecko.
-Jest chore, prawda? Śmiertelnie. Wyczuwam śmierć, która na nie czeka. Odpowiadając chcę tego dziecka – odpowiedziała krwiopijca postać ze skrzydłami – Chcę mieć towarzysza, jakby to ująć… Zabaw. Wilk idealnie się do tego nadaje, ale chcę mieć go żywego. Jeśli mi go oddacie uratuje jego życie – uśmiechnęła się. Patrzyli na nią przez chwilę, a później ojciec spytał.
-Naprawdę możesz to zrobić?
-Tak, ale chcę jego całego. Jego ciała, jego duszy, jego życia i oczywiście krwi.
-Nie róbcie tego! – krzyknął któryś z mężczyzn.
-Więc, jak będzie? – spytała chytrym głosem.
-Dobrze, uratuj go – powiedziała kobieta.

W pobliżu wioski znajdowała się woda. Dla wampirów była to mała kałuża, a dla ludzi duże jezioro. W jego kierunku szła wampirzyca w ludzkich rozmiarach, a za nią para z dzieckiem. Weszła do wody i wzięła dziecko do rąk. Była pełnia i promienie księżyca padały na wodę. Czarnowłosa zanurzyła niemowlę w odbiciu księżyca, a włosy dziecka zaczęły bieleć. Wyciągnęła je z wody i podała rodzicom. Mały miał całkowicie białe włosy, otworzył oczy ukazując niebieskie tęczówki i zaczął płakać.
-Co mu zrobiłaś? – wydukał zaskoczony ojciec.
-Uratowałam go, jest zdrowy – odpowiedziała – Jest połączony z księżycem, będzie mógł go przywołać. Kiedy będzie pełnia mały będzie miał większą siłę. Powiem wam coś, wasza wioska ma kiepską lokalizację. Jest odsłonięta, dlatego jest łatwym celem. Do tego jesteście wilkołakami więc, jeśli wampiry was znajdą od razu wybiją wszystkich bez chwytania. Chyba, że znajdzie się amator krwi wilków, wtedy może ktoś przeżyje. Jeśli on ma tutaj mieszkać będę musiała ochraniać waszą wioskę, a jest to nudne. Mam propozycję – powiedziała z błyskiem w oku – Przeniosę waszą wioskę w bezpieczne miejsce, ale chcę coś w zamian.
-Co chcesz? – spytał mężczyzna.
-W tobie jest kolejny – wskazała na kobietę.
-Skąd ty…
-Wyczuwam nowe życie – odpowiedziała – W zamian za niego przeniosę waszą wioskę. Jeśli chcecie ochronić bliskich zgodzicie się.
Patrzyli na nią przerażeni, ale później popatrzyli po sobie. Widziała w ich oczach niepewność i strach, po chwili jednak zgodzili się. Niespodziewanie porwała ich w powietrze w swojej naturalnej postaci i puściła w wiosce. Blokada przemiany nadal działała więc, wszyscy mogli tylko powarkiwać. Wylądowała przed wioską, uniosła rękę jakby coś podnosiła z ziemi za pomocą telekinezy. Ziemia w wiosce zatrzęsła się, teren wokół wioski zaczął się obniżać. W rzeczywistości wioska na płycie ziemi zaczęła wjeżdżać po pniu drzewa jak winda. Wampirzyca podleciała do płyty i leciała z nią w koronę drzewa. W miejscu, gdzie pień przechodził w gałęzie było zagłębienie. Jakby specjalne miejsce na gniazdo ogromnego ptaka. Było na tyle duże, że wampir mógł w nim swobodnie usiąść. Płyta została umieszczona na środku zagłębienia. Ziemia rozsypała się, ale nie wypełniła całego zagłębienia. Wampirzyca na chwilę zleciała i wróciła z jeziorem w rękach jakby je wykopała. Ziemia wokół jeziora rozsypała się i zmieszała z tą z płyty. Wilki patrzyły na swoje nowe otoczenie i nie mogły wyjść z zaskoczenia. Czarnowłosa wisiała w powietrzu, zaczęła wykonywać ruchy rękoma. Ziemia zaczęła się unosić i równomiernie rozsypywać po zagłębieniu. Nie było jej tyle, by wypełnić je, ale tak się stało. Wampir zrobił ruch ręki w górę, z ziemi zaczęły wyrastać drzewa i wkrótce wokół wioski był gęsty las małych drzew. Drzewa były odpowiedniej wielkości do rozmiarów ludzi.
-Będę do was przychodzić – oświadczył krwiopijca – Będę sprawdzać jak czują się i rozwijają moi podopieczni – powiedziała.
-To znaczy, że oni mogą mieszkać z nami? – spytała kobieta z niemowlęciem.

-Tak, opieka nad dwoma szczeniątkami to robota nie dla mnie. Wrócę nie długo, wyczekujcie mnie – powiedziała, zanurkowała i odleciała. Po chwili była już daleko od drzewa z wioską wilkołaków w koronie i zdjęła blokadę.