poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 9

Suzan weszła do pokoju Susany i położyła się na łóżko, dziewczyna siedziała przy biurku i obróciła się w jej stronę.
-Co się stało? Wyglądasz na zmęczoną – spytała dziewczyna.
-Bo jestem, od kilku miesięcy nie spałam – odpowiedziała.
-Przecież jesteś wampirem, one nie muszą spać.
-Niby tak, ale jak prawie ciągle używam moich mocy przez długi czas to jestem zmęczona. Na dodatek wiem jak przyjemny jest sen – powiedziała rozmarzonym głosem.
-A inne wampiry nie śpią jak są zmęczone? – zdziwiła się dziewczyna ostatnim zdaniem.
-Prawie żaden wampir nie umie zamknąć oczu i odpłynąć we śnie. Odpoczywając mogą mieć zamknięte oczy, ale są czujne. To tak jakbyś ustawiła telewizor albo komputer na stan czuwania. Niby wszystko jest wyłączone, a jednak działa.
-To załóż chociaż barierę, co?
-Masz – rzuciła w stronę Susany kamyk ze spiralą po jednej stronie – Dotknij nim drzwi. Sam się do nich przyczepi i wytworzy barierę. A teraz dobranoc – ułożyła się do snu. Dziewczyna zrobiła tak jak jej poleciła wampirzyca. Kamień był przyczepiony do drzwi i wytwarzał barierę. Susana powrotem usiadła przy biurku i zaczęła czytać notes.

Suzan obudziła się w nocy, przeciągnęła się mocno i rozejrzała. Miała wrażenie jakby spała sto lat, ale wiedziała, że tak nie jest. Zawsze tak się czuła jeśli spała po dłuższym czasie. Susana spała na podłodze oparta o szafę. Wampirzyca podniosła ją, położyła na łóżku i przykryła.

Susana obudziła się rano w swoim łóżku, pamiętała, że zasnęła na podłodze. Spojrzała na zegarek i zbladła. Była 8.55, za pięć minut zaczynały się zajęcia. Wyskoczyła z łóżka i dopadła do szafy kiedy usłyszała śmiech. Na biurku siedziała Suzan i śmiała się.
-Czemu się tak spieszysz? – spytała rozbawiona.
-Zaraz są lekcje – odpowiedziała. Na twarzy wampirzycy zawitał drwiący uśmiech.
-Czyżbyś czasem o czymś nie zapomniała? Jest wolne, brak zajęć. Odpręż się, nie żyj tylko nauką.
Dziewczyna usiadła na łóżku i zastanowiła się chwilę.
-No tak, masz rację – powiedziała pukając się w głowę. Przebrała się i wyszła z pokoju, za nią leciała Suzan – Nie boisz się, że ktoś cię zobaczy?
-Jestem niewidzialna – odpowiedziała beznamiętnie.
-No to ktoś cię wyczuje? Inne wampiry albo wilkołaki?
-Słuchaj – zatrzymała się wampirzyca – Nie pamiętasz już jakich mocy użyłam na Amoon’ie? Jestem niewidzialna, nikt oprócz ciebie mnie nie usłyszy, ani nie wyczuje zapachu czy obecności.
-No tak, sorry.
Susana zauważyła kilka dziewczyn na dziedzińcu, wyglądały na podekscytowane. Rozmawiały o czymś z wielkim zapałem. Wyszła na dziedziniec i usiadła na ławce.
-Możesz je podsłuchać – spytała półgłosem.
-A co? Zainteresowana? Pewnie, bez problemu – odpowiedziała wampirzyca i wsłuchała się.
-Hej, jedziemy tam, nie?
-No, w końcu jedziemy do Scuel.
-Chcę już tam być i go zobaczyć.
-Tak, złapiemy go.
-I co? O czym rozmawiają? – dopytywała się Susana.
-Rozmawiają o jakimś Scuel, zamierzają kogoś tam złapać – odparła po chwili ciszy wampirzyca.
-Nie wiesz gdzie to jest? – spytała zdziwiona.
-Wiem tylko to co mnie interesuje. Znam miejsca, w których byłam lub gdzie był ktoś kogo obserwowałam. Ale nie kojarzę żadnego Scuel. Może sprawdzimy w bibliotece, mimo wolnego powinna być otwarta.
Ruszyły w stronę biblioteki.
-Co może być w Scuel? – spytała siebie Susana. Nie zauważyła przechodzącej obok Linsy.
-Jeśli chcesz wiedzieć – wyrwała ją z zamyślenia. Dziewczyna obróciła się w jej kierunku – To w Scuel krąży pewna legenda miejska. Ponoć dziewczyny są uwodzone przez pewnego chłopaka i znikają. To miejsce jest odwiedzane w większości właśnie przez tą legendę. A czemu się tak tym interesujesz? – spytała zaciekawiona.
-Chodziłam po dziedzińcu i usłyszałam jak dziewczyny gadały, że chcą tam pojechać – odpowiedziała.
-Jest wolne więc mogą.
-Ciebie to nie interesuje?
-Niezbyt, chyba, że chciałabym ustalić kim jest chłopak przez, którego znikają dziewczyny.
-Podobno ten chłopak to magiczna istota.
-W dodatku jest przystojny.
-Dlatego…
-Chcemy go złapać – krzyknęły wszystkie dziewczyny jednocześnie, które wcześniej stały na dziedzińcu.
-A jak macie zamiar go złapać… - spytała Linsy. Susana szybko odeszła nie chciała już słuchać.
-To teraz wiesz to co chciałaś czy nie? – spytała wampirzyca.
-Tak, a jak myślisz uda im się go złapać?
-Wątpię, żeby miały odpowiednie rzeczy jeśli to naprawdę magiczna istota. Zależy jeszcze jaka i czy w ogóle tam jest – powiedziała.
-Co masz na myśli? – zdziwiła się dziewczyna.
-Jeśli to naprawdę magiczna istota ktoś mógł ją wezwać.
-Ale nie musiała się zgodzić tak jak u Mike’a.

-Zazwyczaj nie buntują się przy wezwaniu, ten animal to był wyjątek.

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 8

Mike siedział samotnie pod drzewem na skraju dziedzińca. Koledzy z jego klasy i pierwszej klasy pierwszego roku unikali go albo wyśmiewali się z niego po incydencie z animalem. Zastanawiał się co będzie dalej, nie miał magicznego stworzenia, a dalsza część nauki polegała na współpracy, wzajemnym zrozumieniu i ewentualnej nauce opanowania mocy istoty.
-Ty masz powód do dalszej nauki – usłyszał głos i podniósł głowę. Przestraszył się, bo zobaczył dziewczynę ze skrzydłami, kolejnego wampira. Jednak była dziwna, ponieważ miała jeszcze smoczy ogon.
-Czego chcesz? – spytał.
-Nauczyć cię posługiwać się mocą, którą posiadasz – odpowiedziała wampirzyca – Jestem Suzan – podała mu rękę. Chwycił ją niepewnie, doznał odczucia jakby poznał już tą osobę.
-Czy my się wcześniej nie poznaliśmy? – spytał wstając.
-Ty mnie nie, ale ja ciebie tak. Chcę abyś przychodził codziennie po lekcjach trenować. Zaczniemy od jutra – powiedziała i zniknęła. Obejrzał się na dziedziniec, podeszło do niego kilku chłopaków.
-Co robiłeś, gadałeś do siebie?
-A może po tym wypadku dostałeś takiego szoku, że wyobrażasz sobie coś czego tutaj nie ma? – spytał jeden po czym wszyscy zaczęli się śmiać i odeszli.
-To już nie miejsce dla ciebie, zrezygnuj – krzyknął jakiś z tyłu, Mike’a zdenerwowała ta wypowiedź. Postanowił, że dalej będzie uczył się i skończy tą szkołę.

Susana wyszła z pokoju, zastanawiała się co będzie kiedy wejdzie do klasy. Czy będą ją wypytywać? Poszła korytarzem, patrzyli na nią. Tak jak wczoraj ustaliła z Suzan Amoon był niewidzialny i szedł kawałek za nią. Weszła do klasy i usiadła na swoim miejscu. Wszyscy wkoło szeptali i spoglądali na nią, ale nikt jej nie zaczepił.
Dopiero w połowie zajęć na jednej z przerw podeszła do niej Linsy.
-Hej, Susana chcę o coś spytać.
-Tak, o co?
-Czy ty wezwałaś wampira z głównych gatunków? – spytała dziewczyna bez owijania w bawełnę.
-Nie bądź śmieszna. Przecież wiesz, że nie mam magicznej mocy. Nie mogłabym wezwać potwora, demon byłby trudny, a co dopiero wampira z czterech głównych gatunków.
Wszyscy przebywający w sali przyglądali im się.
-Powinienem ją powstrzymać od dalszego mówienia? – spytał biały wilkołak. Nikt oprócz niej nie usłyszał jego pytania. Suzan poza niewidzialnością sprawiła, żeby nikt poza nią i Susaną nie mógł go usłyszeć ani wyczuć jego zapachu lub obecności.
-Nie – szepnęła.
-Co? – spytała Linsy.
-Nic – odpowiedziała szybko – Tylko o to chciałaś zapytać?
-T-tak – odpowiedziała i odeszła, ale popatrzyła przez ramię. Na PI znowu nie udało jej się pokazać znaku. Słyszała jakieś wypowiedzi, zawód w głosach, obraźliwe okrzyki, ale ignorowała je. Wiedziała, że to co mówią to nie prawda.

Mike po zajęciach czekał pod drzewem, tam gdzie wczoraj spotkał wampirzycę. Zaskoczyła go, bo nagle pojawiła się przed nim. Odskoczył do tyłu.
-Wystraszyłaś mnie – powiedział.
-Przepraszam.
-Właśnie, dlaczego wczoraj moi koledzy z klasy cię nie mogli zobaczyć?
-Wczoraj byłam widzialna tylko dla ciebie, dzisiaj też tak jest – powiedziała. Ruszyła w stronę budynku, a on poszedł za nią. Szli w stronę skrzydła chłopaków, poszli za nie. Za częścią z salami była bardzo duża przestrzeń zielona. Cały teren łagodnie opadał w las. Wampirzyca stanęła na skraju górki i obróciła się w stronę budynku. Chłopak zatrzymał się.
-Dobrze, czy wiesz jaką posiadasz moc? – spytała go.
-Nie – odpowiedział. Nie wiedział skąd mógł mieć jakąkolwiek moc poza przywoływaniem.
-W takim razie zacznijmy od początku.
-Początku? – zdziwił się.
-Tak, jakiego wampira wezwałeś?
-Animala.
-Ugryzł cię, prawda? – przytaknął – Ugryzł cię i zostawił jad, który zaczął cię zabijać i zmieniać twoje komórki. Przyszłam do ciebie i zneutralizowałam jad swoim. Musiałam też ustabilizować zmiany, które zaszły. Innymi słowy uratowałam ci życie i sprawiłam, że będziesz mógł używać swojej mocy bez napadów wampirzego pragnienia.
-Yyy.. Aha. A jaką mam w końcu moc? – spytał nadal nie wiedząc jaka to jest.
-Możesz zmienić się w zwierzęta i potwory, ewentualnie zwierzęce formy demonów – odpowiedziała wampirzyca.
-Skąd ty to wiesz?
-Mogę rozpoznać jaką umiejętność posiada dana osoba na podstawie jej komórek.
-Dobra, to jak mogę się zmienić? – spytał. Chciał jak najszybciej nauczyć się opanować swoją nową zdolność.
-Musisz skupić się na zwierzęciu, w które chcesz się zmienić. Zacznijmy od czegoś łatwego. Zamknij oczy, rozluźnij się, oddychaj spokojnie i skup swoje myśli tylko na jakimś małym zwierzątku – powiedziała Suzan. Zrobił tak jak powiedziała i pomyślał o małym ptaszku. Miał zamknięte oczy i niczego nie widział, otworzył je powoli. Był bardzo zaskoczony kiedy zobaczył ogromną wampirzycę, wszystko stało się większe. Czuł się nieswojo, ponieważ jego ręce przywierały do tułowia. Spojrzał w bok i zobaczył szare skrzydełko.
-Udało się – pomyślał.
-Tak, udało ci się – usłyszał w swojej głowie inny głos.
-Suzan, jak ty to robisz? – spytał w myślach.
-To jedna z wielu moich mocy, mogę zaglądnąć do czyjegoś umysłu. Czytać w jego myślach i rozmawiać w jego umyśle. Chociaż mogłabym rozmawiać z tobą używając języka zwierząt. Teraz musisz nauczyć się latać jak każdy ptak, a reszta będzie później łatwiejsza – wampirzyca zaczęła do niego podchodzić.
-Co ty chcesz zrobić? – przestraszył się trochę. Wzięła go w ręce i poleciała w dół opadającej łąki. Stanęła na najbliższym drzewie gdzie zaczynał się las.
-Teraz rozłóż szeroko skrzydła i zacznij nimi poruszać – powiedziała. Mike rozłożył skrzydła i zaczął nimi powoli poruszać – Właśnie tak, tylko szybciej – zrobił to i oderwał się od jej rąk. Poleciał kawałek, ale zaczął opadać. Utrzymał jednak rozłożone skrzydła, lądując przewrócił się i zmienił w człowieka.
-Coś nie wyszło – powiedział wstając i otrzepując się.
-Nie, jak na pierwszy lot było całkiem dobrze. Musisz postarać się dłużej utrzymać w powietrzu i oczywiście poćwiczyć nad lądowaniem – wylądowała i poklepała go po ramieniu – Na razie ćwicz tylko tą przemianę. Później spróbujesz z większymi zwierzętami.
-Okey, dzięki. Gdzie idziesz? – spytał kiedy zaczęła odchodzić.

-Mam jeszcze pewien obowiązek, który muszę spełnić – powiedziała i poszła w stronę budynku.