czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 5

Po rozmowie Suzan zniknęła, a Amoon czekał na zakończenie lekcji, ta była ostatnia. Kiedy zadzwonił dzwonek opierał się o ścianę przy schodach zamyślony.

Kiedy Susana usłyszała dzwonek wybiegła z klasy z chłopakami, pobiegła po schodach i zatrzymała się na ich końcu. W miejscu gdzie na poprzedniej przerwie rozmawiała z białowłosym chłopakiem było pusto. Zeszła po schodach, skręciła zamyślona przy ścianie i wpadła na stojącego tam Amoona, przewróciła się.
Chłopak poczuł jak coś w niego uderza i zobaczył leżącą na podłodze Susanę.
-Nic ci nie jest? - spytał podając jej rękę. Dziewczyna zaczerwieniła się.
-N-nie, po prostu nie patrzyłam czy kogoś nie ma przede mną - powiedziała podając mu rękę. Podciągnął ją, żeby mogła wstać. Zdziwił się, była lekka.
Dziewczyny z klasy Susany pobiegły za nią i zatrzymały się na półpiętrze za poręczą.
-Jak myślicie, to jej chłopak? - spytała jedna.
-Może... - zamyśliła się druga.
-A może być jej bratem? - zaproponowała trzecia podnosząc palec.
-Nie! - zaprzeczyła reszta.
-Przecież w ogóle nie są podobni.
Wśród nich znalazła się Linsy, ale ona w przeciwieństwie do pozostałych chciała się upewnić czy on jest magiczną istotą Susany, a nie spekulować czy to jej chłopak. Podczas gdy reszta gadała ona zauważyła, że Susana odchodzi z chłopakiem na dziedziniec i siadają na ławce. Poszła za nimi i schowała się przy ścianie. Inne dziewczyny pobiegły za nią i uderzyły w nią.
-Hej, uważaj.
-Ał.
-Ciszej - uciszyła je Linsy.
-He? Też chcesz zobaczyć czy są parą? - spytała jedna z zainteresowaniem.
-Nie, ja mam inne zainteresowania – powiedziała, patrzyła na Susane i chłopaka.
Dziewczyna nie wiedziała jak zacząć rozmowę.
-Yyy... Więc, znasz Suzan? - spytała, żeby jakoś zacząć.
-Tak, od dzieciństwa. Mojego, żeby nie było.
-Więc, kim dla niej jesteś? - spytała zaciekawiona, chłopak podrapał się po głowie.
-He, jakby to powiedzieć... A niech będzie, jestem dla niej służącym, towarzyszem, może trochę ochroniarzem.
-Jej, duże tego. Skąd ją znasz?
-Uratowała mi życie jak byłem mały.
Dziewczyny przyglądały im się wyczekująco i były coraz bardziej znudzone.
-Oni tylko rozmawiają.
-Niczego nie zrobili na powitanie, żadnych całusów ani uścisków.
-Chodźmy stąd nie ma nic ciekawego.
Teraz Linsy mogła spokojnie ich obserwować, czekała cierpliwie, ale oni tylko rozmawiali. Po jakimś czasie wstali z ławki i przeszli przez dziedziniec po czym poszli za skrzydło dziewczyn. Poszła za nimi i zobaczyła dziewczynę o czarnych prostych włosach ubraną w czarny płaszcz, czarną bluzkę i czarne spodnie. Przywitała się z Susaną i jej towarzyszem, zauważyła, że dziewczyna ucieszyła się na widok czarnowłosej.
-I jak tam, pogadaliście sobie?
-Tak, Amoon powiedział, że uratowałaś go jak był mały. Co mu groziło?
-Tak, był wtedy bardzo słodkim niemowlęciem - przeciągnęła ostatnie dwa wyrazy.
-Przestań.
-Poznałaś go jak był niemowlęciem?! Jak to?! - zdziwiła się Susana - Jak go spotkałaś?
-Znalazłam jego wioskę w lesie, była przy jednym z ogromnych drzew jakie tam rosną. Kiedy jej mieszkańcy mnie zobaczyli zdenerwowali się. Nieźle wtedy wkurzyły się wilczki.
-Wilczki?
-Tak, to była wioska wilków, wilkołaków według was. Amoon jest wilkołakiem.
-Naprawdę? Myślałam, że wampiry i wilkołaki się nienawidzą.
-Ta tutaj to wyjątek - wtrącił chłopak wskazując na Suzan.

-Tak, chcesz wiedzieć jak to się dokładnie stało? - spytała, a dziewczyna pokiwała głową. Usiadły, a Amoon oparł się o drzewo.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 4

-Czy to twoja sprawka, że Mike jest zdrowy? - spytała dziewczyna zamykając drzwi, usiadła na łóżku.
-Tak, uratowałam go. Dostał jeszcze "prezent pożegnalny" od swojej niedoszłej przywołanej istoty i pewnie to też go zabijało. Zrobiłam co uważałam za słuszne i jest zdrowy.
-Wow, a jak to zrobiłaś? - spytała zaciekawiona.
-Co, uratowałam go? Czy może chodzi ci o "prezent pożegnalny"? - dziewczyna przez chwilę zastanawiała się.
-Jedno i drugie - uśmiechnęła się.
-Dobrze - zaśmiała się - Ugryzłam go.
-He? He?!
-Uspokój się, ugryzłam go, bo mój jad działa na wszystko. Może rozpuścić drzewo, skałę, wszystko. Poza tym mogę "ustawić" jego właściwości więc, sprawiłam, że usunął cały jad tamtego wampira i żadne komórki ani żyły, ani krew nie zostały zniszczone. Normalnie jest śmiertelny.
-Dla mnie to wygląda na to, że ma właściwości kwasu - powiedziała zlęknięta dziewczyna.
-Nie mylisz się - uśmiech zagościł na twarzy Suzan - Mówiłam już, że mogę go "ustawiać". Jeśli chodzi o "prezent pożegnalny" to też zasługa mojego jadu. Rozprzestrzenił się po całym jego ciele i...
-Teraz żałuję, że cię o to zapytałam - powiedziała dziewczyna cała blada - Zbyt dokładnie opisujesz szczegóły.
-Jak już zaczęłam to daj mi skończyć. Więc, rozprzestrzenił się po jego ciele i przy okazji usunął wszelkie bakterie i takie tam. Ustawiłam go jeszcze tak, żeby ustabilizował jego geny i zapisał w nich "prezent" - powiedziała.
-Cały czas mówisz "prezent", ale co to właściwie jest? - spytała dziewczyna.
-Wiesz jaką moc posiadał ten wampir? - spytała ją.
-No tak, zmienił się w ptaka więc, przemiany w zwierzęta - odpowiedziała.
-Tak, to był wampir zwany Animalem. Oprócz możliwości zmienienia się w zwierzę może jeszcze zamienić kogoś w zwierzę. Taka osoba może zostać odmieniona tylko przez tego wampira, który to zrobił. Chyba, że masz mnie - uśmiechnęła się.
-Czyli Mike może zamieniać ludzi w zwierzęta? - spytała zaskoczona Susana.
-Nie, może sam zmienić się w zwierzę, ale musi to opanować. Animale mają wrodzony talent do tego, ale on musi się nauczyć jak to opanować.
-Nieźle, też bym tak chciała - powiedziała rozmarzona.
-Ty masz przed sobą więcej pracy niż on - zaśmiała się wampirzyca.
-Właśnie - przypomniała sobie Susana - PI jest w przyszłym tygodniu, przyjdziesz na nie, żebym mogła się pochwalić koleżanką i nie musieć już robić tego głupiego ćwiczenia?
-Zobaczysz - odpowiedziała.

Susana od kilku dni chodziła wesoła. Na jednej z przerw zaczepiły ją dziewczyny, za którymi nie przepadała. Były we cztery, a każda z nich miała swoją magiczną istotę. Dwie z nich miały zjawy, jedna potwora i jedna demona. Ze zjaw były rusałka i nimfa, z potworów chimera, a z demonów gorgona, która nieprzyjemnie patrzyła na dziewczynę jadowicie-zielonymi oczami.
-Ostatnio jesteś bardzo wesoła - stwierdziła ich liderka, Suli, która miała gorgonę.
-A co, to źle? - spytała zdziwiona.
-Dla ciebie to za dobrze - zaczęła się śmiać, a jej koleżanki za nią.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale zabieram ją - powiedział wysoki chłopak. Miał proste białe włosy do ramion, jasnoszarą podkoszulkę, białe spodnie i biały płaszcz bez rękawów. Nie był uczniem akademii, dziewczyny rozstąpiły się. Chimera lekko warczała, spojrzał na nią tylko swoimi pomarańczowożółtymi oczami i natychmiast się skuliła. Popchnął Susan i szedł z nią korytarzem, dziewczyna zauważyła, że niektóre istoty spoglądają w ich kierunku. Były to najczęściej wampiry i wilkołaki, zeszli z piętra po schodach i stanęli przy murku obok dziedzińca.
-Yyy... D-dziękuję za uratowanie, ale... - chłopak spojrzał na nią, a ona odwróciła wzrok - K-kim jesteś?
-Nie musisz mi dziękować. Jestem Amoon - powiedział. Zauważyła, że osoby z jej klasy i pierwszej drugiej patrzą na nich. Niektóre osoby, które miały wampiry zauważyły, że wpatrują się w nich i pytały co się stało. Linsy patrzyła zaciekawiona na Susanę i chłopaka, który z nią stał, była zainteresowana czy to może być jej magiczna istota.
-Jak myślisz Sinly, kto to jest? - spytała swoją istotę. Harpia poprawiła okulary i spojrzała badawczo na nowego towarzysza Susany.
-Moim zdaniem to wilkołak - powiedziała chowając nos w czytanej książce.
-Ho? Jak możesz to stwierdzić?
-Z demonów tylko wilkołaki mogą wyglądać jak zwykli ludzie.
-Ale przecież wampiry też mogą, to może być wampir - stwierdziła Linsy.
-Spójrz jak patrzą wampiry, to nie może być jeden z nich. Z takim wzrokiem nienawiści patrzą tylko na wilkołaki więc, nie ma pomyłki - powiedziała harpia nie wyściubiając nos z książki.
-Więc, udało jej się przywołać wilkołaka? - spytała siebie dziewczyna.
Susane peszył wzrok tylu osób zwłaszcza dziewczyn z jej klasy, postanowiła szybko skończyć rozmowę.
-Yy... Nie chcę być niegrzeczna, ale jeśli nie masz nic więcej tutaj do zrobienia to możesz już sobie pójść - powiedziała nie patrząc na niego. Chłopak schylił się i popatrzył na nią, a ona zaczerwieniła się.
-Chyba nie mogę tego zrobić - powiedział prostując się - ponieważ wtedy pewna osoba nie dałaby mi spokoju - podrapał się po głowie.
-Jak to? - zdziwiła się Susana, spojrzała w górę na niego.
-Nie wiesz wielu rzeczy o Suzan - powiedział patrząc na nią i usiadł na murku.
-Znasz ją? - zdziwiła się dziewczyna.
-Ba, nawet dłużej niż myślisz - powiedział kiedy usłyszeli dzwonek. Susana pobiegła na schody.
-Będziesz po lekcjach? - spytała odwracając się.
-Tak - powiedział, a ona pobiegła i znikła na wyższych schodach.
-I jakie wrażenia? Co o niej sądzisz? - Amoon usłyszał głos tuż obok siebie i tylko się uśmiechnął.
-Już wiem czemu zgodziłaś się być jej przyzwaną istotą - powiedział patrząc obok siebie gdzie, w czarnym dymie pojawiła się Suzan.
-No słucham?
-Jest cicha i nieśmiała, wydaje się być odtrącana przez część "szanownego" towarzystwa z jej otoczenia - powiedział - Całkowite przeciwieństwo ciebie - zaśmiał się miłym głosem.
-Po części masz rację, a po części całkowicie się mylisz. Ona jest trochę podobna do mnie, ja też miałam ten problem przez jakiś czas, ale poradziłam z nim sobie lepiej niż ona. Dopóki nie spotkałam twojej watahy - powiedziała uśmiechając się.
-Nawet mi nie przypominaj, wiesz ile moja matka mówiła to jak zostałem uratowany przez wampira i jak to źle, że muszę mu teraz służyć, a nie być przywódcą watahy. Oczywiście i tak wyszło na to, że jestem przywódcą watahy, ale nie mam szacunku wśród własnego stada jakie powinien mieć wilk alfa.
-Czyli umówiłeś się z nią po lekcjach? - spytała zainteresowana - Będziecie mówić o mnie?
-Ta... Trochę jej opowiem o sobie i po co tu mnie wezwałaś - westchnął Amoon.
-Co? Przecież ty zawsze chodzisz za mną jak pies - powiedziała uśmiechnięta.
-Ej, to było niemiłe - powiedział.
-Ale to prawda - powiedziała z wyrzutem - Przecież jesteście moimi psami, ty i Max.
-Wilkami, wilkami - warknął zirytowany jak warczą psy.
-Dobrze, dobrze. Wydaje mi się, że jak byłeś młodszy to trudniej było wyprowadzić cię z równowagi - zaśmiała się.

-Za to ty ciągle się z kimś o coś biłaś i musieliśmy walczyć razem z tobą - powiedział już mniej zirytowany - Teraz jesteś bardziej spokojna i opanowana, czasami chłodna. Chyba jedyny, który się nie zmienił to Max - powiedział Amoon wzdychając.

Rozdział 3

Obudziła się w nocy czując jak coś ją szturcha i zaspanymi oczami w ciemności zobaczyła niewyraźny kształt. Przetarła oczy, przed nią stała dziewczyna, chyba była cała ubrana na czarno. Dziewczyna zobaczyła, że Susana obudziła się, odsunęła się pod szafę, żeby tamta mogła ją lepiej widzieć.
-Kim jesteś? - spytała jeszcze zaspana. Dziewczyna była wysoka, chyba starsza od niej. Susana nie widziała, żeby wyróżniała się czymś szczególnym dopóki nie poczuła chłodnego powiewu. Spojrzała, okno było otwarte, a przez zasłony poruszane nocnym wiatrem wpadało światło księżyca. Jeszcze raz spojrzała na postać stojącą w jej pokoju i krzyknęła. Dziewczyna miała trupiobladą skórę, czerwone oczy, lśniące białe długie kły i czarne smocze skrzydła. Spostrzegła na podłodze leżący podłużny czarny przedmiot. Nagle poruszył się i uniósł, dopiero wtedy do niej dotarło kto stoi w jej pokoju. To był wampir, a dokładniej wampirzyca i to nie zwykła.
-Jestem...
-"Zawsze jest ubrana na czarno, ma długie czarne włosy i czasem czerwone oczy - zaczęła recytować tekst z "Niezwykłego Wampira" - Wyróżnia się nie tylko smoczym ogonem, ale także umiejętnością władania wszystkimi mocami wampirów. Jest mistrzynią w ukrywaniu się nawet najmniejszym cieniu a jej imię brzmi..." - nie dokończyła ze strachu.
-Suzan Vamp - powiedziały jednocześnie, zapadła głucha cisza.
-Rozumiem, że mogłaś się mnie wystraszyć, to prawda w nocy wyglądam dość strasznie, ale to nie powód, żeby od razu krzyczeć - powiedziała wampirzyca opierając się o drzwi szafy.
-Cz-czego tutaj chcesz? Chcesz mnie zjeść? - spytała z lękiem dziewczyna.
-Co? Nie, jestem tutaj, ponieważ zostałam wezwana - odpowiedziała.
-Wezwana? Przez kogo?
-Przez ciebie - wskazała na nią palcem, wskoczyła na drzwi szafy i siedziała na nich jak pająki na ścianach.
-Przeze mnie? - spytała zdziwiona - Jak?
-Nikt nigdy mnie nie wezwał, w przeciwieństwie do większości wampirów ja lubię ludzi, ale nie jako jedzenie czy zabawki. Ty mnie wezwałaś, nie poprzez znak jak przyzywa się wszystkie stworzenia, ale poprzez twoje uczucia: samotność, zagubienie, niechęć - zaśmiała się - Nigdy nie czułam tych uczuć tak mocno u żadnego człowieka jak u ciebie.
-Wezwanie poprzez uczucia? To u ciebie nie ma żadnego znaku?
-Oczywiście ja spotykam się z ludźmi, żeby im pomóc. Na niektórych zostawiam przez dotknięcie ich informację dla mnie, można to nazwać znakiem, dzięki czemu wiem gdzie są, czy są blisko mnie.
-Nie zaatakujesz mnie, prawda? - spytała niepewnie Susana.
-Nie, no coś ty.
-Ups - przypomniała sobie - Krzyknęłam i mogłam obudzić dziewczyny. Co jak nas podsłuchują?
-Nie podsłuchują, większość śpi, kilka ciągle od wieczora gada, ale są już ledwo przytomne - powiedziała wampirzyca krzyżując ręce na piersi.
-Jak to możliwe? - spytała zdziwiona dziewczyna.
-Co? To, że nas nie słyszały czy to, że gadały całą noc?
-Obydwa, skąd wiesz co się dzieje gdzie indziej?
-Dzięki mojej mocy, to jedna z moich umiejętności, można to nazwać Wewnętrznym Okiem. Wiem gdzie coś się dzieję mimo, że tego nie widzę i nie muszę zamykać oczy, żeby używać tej umiejętności. A co do tego, że nas nie słyszały założyłam na cały pokój barierę, nie przepuszcza dźwięków na zewnątrz pokoju. Jeśli chcesz mieć znak mogę ci go dać. Poza tym zostałaś już wybrana wcześniej - Suzan wskazała na prawą rękę dziewczyny.
-Skąd wiesz, że tam coś mam? - złapała swoją dłoń jakby chciała coś ukryć.
-Wyczuwam go, Zielonego Smoka - położyła rękę na dłoni dziewczyny na zielonym tatuażu smoka, który ogonem oplatał jej nadgarstek. Pojawiło się słabe światło, a kiedy zniknęło wampirzyca wzięła rękę. Pod ogonem zielonego smoka widniał czarny tatuaż, był opleciony wokół ręki. Wyglądał jakby na skórze miała bransoletkę z czarnej gałązki z kolcami - To jest mój znak dla ciebie. Teraz powinnaś pójść spać - powiedziała. Dziewczyna patrzyła na nią, a później spojrzała zmartwiona na podłogę - Co się stało?
-Bo dzisiaj taki chłopak Mike przyzwał swoją istotę i to też był wampir, ale jego był zmieniony w ptaka i zaatakował go. Pielęgniarka mówiła, że nie wiadomo czy przeżyje noc.
-A, to też widziałam, między innymi po to też tu jestem. Złapałam tego drania i wycisnęłam z niego ostatnie soki - powiedziała z gniewem w głosie ostatnie zdania.
-Z-zabiłaś go? - spytała przestraszona.
-Tak - uspokoiła się - Dlatego powiedziałam, że masz iść spać. Nie przejmuj się tym chłopakiem, zajmę się nim. Pogadamy jeszcze jutro - powiedziała Suzan, położyła rękę na głowie dziewczyny. Susanie zamknęły się oczy i uderzyłaby głową w podłogę gdyby wampirzyca jej nie złapała - Wybacz - powiedziała cicho i zniknęła w drzwiach szafy jak duch. Przeleciała na korytarz i przeniknęła przez sufit. Wyszła z podłogi w pomieszczeniu z wieloma łóżkami, to był pokój, gdzie leżeli chorzy, którymi zajmowała się pielęgniarka. Przy jednym łóżku paliło się światło, było to jedyne zajęte łóżko w całym pokoju. Leżał tam chłopak i rzucał się, był przywiązany do łóżka. Suzan wiedziała, że niedawno obudził się z bólu. Podleciała do niego, miał zamknięte oczy, a żyły na całej jego szyi były jadowicie-zielone i schodziły pod koszulkę. Pochyliła się nad nim i ugryzła go w szyję zakrywając siebie i łóżko skrzydłami.

Rano Susana zerwała się z łóżka z myślą.
-Czy to co wydarzyło się w nocy było snem? - wyciągnęła prawą rękę spod kołdry. Był na niej zielony smok i czarna bransoletka z kolcami. Dziewczyna uśmiechnęła się powstrzymując krzyk radości chociaż nadal niedowierzała.
-W nocy odwiedziła mnie wampirzyca z ogonem - powiedziała zdumiona.
Dziewczyna na lekcji była zadowolona i ciągle uśmiechała się. Na przerwie siedziała na murku wpatrując się w rękawiczkę. Kiedy dziewczyny chciały do niej podejść i spytać co się stało, że jest taka wesoła ze schodów zbiegła pielęgniarka krzycząc co natychmiast zwróciło uwagę nauczycieli i uczniów.
-Cud, cud, cud! - nauczyciele natychmiast zaczęli pytać ją co się stało - Chłopak, który został ugryziony przez wampira jest zdrowy! Nie ma żadnego śladu po truciźnie!
Wszyscy zaczęli się dziwić, niektórych zamurowało. Susana była ciekawa czy może to sprawka Suzan, postanowiła, że zapyta ją o to po lekcjach. Na następnych przerwach tematem rozmów wszystkich uczniów, nawet czwartych klas był ten chłopak.
Do Linsy rozmawiającej ze swoimi koleżankami niespodziewanie podeszła dziewczyna.
-Linsy możemy porozmawiać? - spytała Susana, a wszyscy z ich klasy gapili się jakby widzieli ducha.
-Dobrze - powiedziała zdziwiona dziewczyna i odeszła z nią na dziedziniec.
-Czego ona może chcieć od Linsy? - spytała jedna z jej koleżanek.
-Nie wiem - odpowiedziała druga. Kiedy Susana upewniła się, że nikt nie będzie ich słyszał spytała.
-Czy może istnieć wampir, który jest ponad innymi?
-U wampirów istnieje hierarchia królów, każdy gatunek ma swojego króla więc...
-Nie o to mi chodzi. Czy może istnieć wampir, który przewyższa inne pod względem mocy. Np. włada czterema mocami głównych gatunków?
-Nie ma takiego wampira, chociaż jeśli miałabym zgadywać... W ogóle skąd ci to przyszło do głowy?
-Znalazła jeden zeszyt, gdzie był opis takiego wampira, ale to pewnie tylko fantazje. Dzięki, że chciałaś odpowiedzieć - powiedziała Susana i odeszła. Linsy zaczęła zastanawiać się czy rzeczywiście mógłby istnieć taki wampir, bo zaciekawił ją ten temat. Wróciła zamyślona do koleżanek.
-Co ona od ciebie chciała? - spytała jedna z koleżanek.
-Nic ważnego, jedno pytanie odnośnie lekcji - odpowiedziała patrząc na oddalającą się dziewczynę.

Po lekcjach Susana jak zwykle wybiegła z chłopakami do swojego pokoju, ale tym razem dlatego, że powinien tam czekać wyjątkowy gość. Zatrzymała się przed drzwiami pokoju i niepewnie nacisnęła klamkę. Weszła do środka i zobaczyła wampirzycę stojącą na środku pokoju.

-Czekałam na ciebie - powiedziała uśmiechając się.

Rozdział 2

Susana była w akademii już miesiąc. Jakoś nadążała na lekcjach, ale nadal miała luki w materiale, który był wcześniej przerabiany. Najgorzej jej szło na PI. Po zajęciach zawsze szła do swojego pokoju z entuzjazmem. Niektóre dziewczyny i nauczyciele dziwili się, na lekcjach zawsze była cicha, ale kiedy zadzwonił dzwonek na ostatnich zajęciach szczęśliwa wybiegała razem z chłopakami. Dziewczyny patrzyły za nią z sali a te, które się jej wepchnęły pierwszego dnia były zawsze złe, że inna dziewczyna, niż któraś z nich wyszła pierwsza. Różnica była jedna: chłopacy biegli na dziedziniec, żeby pograć w piłkę a ona do pokoju. Zawsze tak było, bo wiedziała, że czeka tam na nią kolejny ciekawy fragment z "Niezwykłego Wampira". Dzisiaj znowu wbiegła   do pokoju i zakluczyła drzwi. Wzięła zeszyt i zaczęła czytać.
-"Znowu ją widziałam, byłam w magazynie i odkładałam sprawdziany, które kazała mi zostawić tam nauczycielka. Przez okno widziałam jak stała przy drzewach pod budynkiem i rozmawiała z dwójką chłopaków. Wyglądała jak zawsze, miała długie czarne proste włosy, czarną bluzkę i czarne spodnie, czarny płaszcz. Jak każdy wampir miała czarne smocze skrzydła, ale wyróżnia ją to, że ma jeszcze czarny ogon jak smoki euro. Jest Firem, oprócz ogona wyróżnia się zdolnością władania wodą, powietrzem i ziemią jak reszta głównych wampirów."

W pokoju nauczycielskim trwała rozmowa.
-Nie spodziewałam się wiele po nowej uczennicy, ale radzi sobie - powiedziała pani Leisi.
-Ta dziewczyna od Roberts'ów? Rzeczywiście, u mnie też na początku nie dawała rady, ale przyzwyczaiła się do ćwiczeń - stwierdził nauczyciel w-f'u.
-Szkoda, że u mnie tak nie jest, w ogóle sobie nie radzi. U niej nadal nie pokazał się znak, ani razu od czasu przyjazdu tutaj - westchnęła nauczycielka od PI.
-Tak to już jest z osobami bez mocy. Mogą opanować teorię do perfekcji, ale na praktykach nic im się nie uda chodź by nie wiadomo jak się starały.

Na przerwie między zajęciami do Susany podeszło kilka dziewczyn.
-Nowa, skąd znasz braci Roberts?
-A co? Dlaczego pytacie? - zdziwiła się dziewczyna.
-Mało kto z nas zna Roberts'ów, a ciebie traktują jak kogoś specjalnego. Kim dla nich jesteś, bo na pewno nie siostrą. Nie masz żadnego talentu ani umiejętności do tego co tu się uczymy.
-Jesteśmy przyjaciółmi, mieszkałam z nimi wcześniej. Kiedy byłam mała mój dom zalała woda i moi rodzice zginęli zaadoptowali mnie. Dlatego traktują mnie jak młodszą siostrę - odpowiedziała. Dziewczyny patrzyły na nią po części jakby chciały ją zabić, a po części zapytać o szczegóły, jednak zadzwonił dzwonek. Następne było PI więc, ruszyła korytarzem w stronę wyjścia, ponieważ każde zajęcia odbywały się na dziedzińcu. Mimo, że była tu już miesiąc na każdych zajęciach z tego przedmiotu nie umiała stworzyć znaku, by przywołać swoją istotę. Linsy przywołała na pierwszych zajęciach, na których była Susana harpię. Była wysoka i starsza od nich. Cała była ubrana na granatowo, miała krótkie włosy i nosiła okulary. Susana uważała, że pasują do siebie. Obie klasy były już na dziedzińcu. Niektórzy uczniowie będący ze szlacheckich rodzin przyszli do akademii już z przywołanymi istotami, w tych rodzinach "rytuał pierwszego przywołania" czyli wezwania był przeprowadzany wcześniej. Ci uzdolnieni zdołali przywołać swoje magiczne stworzenia na pierwszych praktycznych lekcjach. Nauczycielka wywoływała tych, którzy nie przywołali jeszcze swoich stworzeń. Większość po kilku lekcjach przywołali swoje istoty. Najczęściej były to potwory, później demony i zjawy. Jedna czy dwie osoby wezwały istoty magii. Niektórzy szlachcice mieli wampiry, rzadko spotykało się, żeby jakiś uczeń miał smoka.
-Teraz Susana Yami - wywołała ją nauczycielka. Dziewczyna niechętnie wyszła do przodu, usłyszała pomruki. Wyciągnęła przed siebie prawą rękę i skupiła się lecz nic się nie pojawiło. Spróbowała ponownie, ale znowu jej się nie udało. Nie umiała stworzyć znaku i traciła wiarę, że jej się to uda, w końcu nie miała mocy magicznej. Nauczycielka powiedziała, że może wrócić, inni uczniowie śmiali się z niej. Wróciła, wolała iść już do pokoju, ale zajęcia się jeszcze nie skończyły. Nie chciała słuchać co mówią inni, bo najczęściej była mowa o tym jaka jest beznadziejna i, że powinna zrezygnować. Nagle usłyszała coś, co ją zaciekawiło, rozmawiali chyba chłopacy z drugiej pierwszej.
-Mike jest tak samo beznadziejny jak ta nowa z drugiej klasy - powiedział jeden.
-No, można powiedzieć, że pasują do siebie jak ulał - zgodził się drugi.
-Dobrze, teraz Mike Noon - nauczycielka wywołała główny obiekt rozmowy. Chłopak był szczupły i średniego wzrostu. Miał brązowe krótko przystrzyżone włosy i piwne oczy. Był ubrany w zielony t-shert i szarą bluzę oraz ciemne spodnie. Wyszedł przed wszystkich i skupił się zamykając oczy. Wszyscy stali jak słupy, ponieważ przed chłopakiem pojawił się brązowy znak. Otworzył jedno oko i ucieszył się, że w końcu mu się udało. Reszta uczniów czekała z niecierpliwością jakie stworzenie wezwał. W pewnym momencie na niebie pojawił się czarny punkt, który wyłonił się z lasu za akademią i szybko się zbliżał. Był to ptak, orzeł lub sokół; wszyscy zawiedli się, jak można przyzwać ptaka. Nagle ptak zmienił się w wampira i zaatakował Mike'a. Wszyscy uczniowie rozbiegli się, zapanował chaos. Susana odbiegła kawałek, ale zauważyła, że istota skoncentrowała się na chłopaku. Podeszła bliżej by przyjrzeć się jej, chciała porównać jej wygląd z opisem z zeszytu. Nauczycielka krzyknęła do jakiegoś ucznia, żeby pobiegł po pielęgniarkę. Wampir ugryzł chłopaka w szyję i pił jego krew. Nie wypił jednak dużo, bo został poparzony ogniem przez salamandrę, którą przyzwała nauczycielka. Warknął, kiedy został zraniony i szybko odleciał, ale zostawił po sobie pamiątkę. Przybiegła pielęgniarka w miejscu gdzie istota ugryzła szyję chłopak miał zielone żyły.
-Mimo, że wampir nie wypił dużo krwi zostawił dużo jadu. Nawet mała jego dawka może zabić, nie wiem czy przeżyje noc - powiedziała pielęgniarka i poprosiła kilku uczniów by pomogli zanieść rannego do jej gabinetu. Kiedy już wszyscy pomagający zniknęli z pielęgniarką większość uczniów nadal była przestraszona i w szoku. Kilku chłopaków z pierwszej drugiej zaczęli się śmiać jaki to Mike jest beznadziejny, że zaatakowało go własne stworzenie.
-Przestańcie, nie wiecie jak agresywne są wampiry. To był właśnie jeden z przykładów, nawet jeśli był by utalentowany wampir mógłby go zaatakować. Poza tym wampiry nie są uległe by je kontrolować, nie lubią być czyjąś własnością a zwłaszcza ludzi. Dlatego tak niewiele jest przywoływaczy posiadających wampiry. Nawet jeśli zostanie wezwany może się nie pojawić.      A teraz proszę udać się do swoich pokoi, w ciszy. Odwołuję resztę lekcji.
Susana powoli szła korytarzem, chciała być jak najszybciej w swoim pokoju. Nie mogła jednak bo dziewczyny szły przed nią, nie miała jak ich wyprzedzić i cały czas obracały się patrząc na nią. Pewnie myślały, że w jej przypadku będzie tak samo i zaatakuje ją wezwane stworzenie. Gdy szła już sama końcem korytarza wiedziała, że dziewczyny na nią patrzą bo nie usłyszała zamykanych drzwi. Weszła do swojego pokoju, zakluczyła drzwi i ciężko opadła na łóżko. Cały czas myślała o tym chłopaku Miku, który zdołał przywołać swoje stworzenie, ale został przez nie zaatakowany i może umrzeć. Nie mogła odpędzić się od myśli, że ja też to może spotkać. Przeczytała fragment "Niezwykłego Wampira" i zastanawiała się czy ten wampir opisany w zeszycie też może być taki. Zasnęła z myślą, że źle czuje się w akademii. Jest samotna, ale nie zadzwoni do Damien'a i Domin'a, żeby ich nie martwić, bo na pewno wyczuliby w jej głosie, że coś jest nie tak. Dlaczego jej dokuczali w podstawówce i teraz spotkała równie wredne dziewczyny. Oczywiście nie wszystkie były takie, Linsy była w porządku, ale Susana nie rozmawiała z nią. Śniło jej się, że ma niezwykły talent i przywołała niesamowitą istotę. Jest jedną z najlepszych w jej klasie i wszyscy ją lubią.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 1

Przed pokojem dyrektora na korytarzu siedziała dziewczyna. Miała proste czerwone włosy sięgające do ramion. Ubrana była w czerwoną bluzkę, czarną krótką marynarkę, czarne rurki i adidasy. Na prawej ręce nosiła długą czarną rękawiczkę bez palców zakrywającą dłonie, opleciona była szarą wstążką. Jej jasnozielone oczy idealnie pasowały do włosów. Była lekko poddenerwowana, uczniowie przechodzący korytarzem patrzyli na nią i szeptali. Niektórzy wskazywali na nią a inni dziwnie uśmiechali się. Na drzwiach pokoju, przed którym siedziała wisiała zawieszka z napisem "Dyrektor".

-Wiecie dobrze, że bardzo niewielu uczniów zapisuje się do naszej szkoły bez mocy magicznej i to prawie w środku semestru - powiedziała dyrektorka.
-Wiemy Pani dyrektor, ale chcemy, żeby wiedziała wszystko o tym jak używać mocy i jak przywoływać, gdyby okazało się, że ją ma - powiedział Damien.
-Właśnie, chcemy, żeby nasza przyjaciółka wiedziała wszystko, ale nie wiemy jak ją dobrze nauczyć - powiedział Domin.
-Jak to, przecież kiedy się tu uczyliście umieliście wszystko wytłumaczyć kolegą - zdziwiła się dyrektorka.
-Tłumaczyć komuś kto wie mniej więcej o co chodzi a nauczyć to dwie różne rzeczy. Stwierdziliśmy więc, że zapiszemy ją do najlepszej szkoły jaką znamy - dokończył młodszy brat.
-Dobrze, już dobrze. Zgadzam się, ale tylko dlatego, że jesteście naszymi najlepszymi absolwentami - westchnęła pani Colins.
-Aha, i proszę w miarę możliwości spełniać jej prośby - poprosił jasnowłosy chłopak.
-A-ale...
-Weźmiemy pełną odpowiedzialność jeśli, zrobi coś źle - dodał poważnie starszy brat.
-D-dobrze, postaram się - przytaknęła zdziwiona i zaskoczona dyrektorka.
Bracia Roberts podziękowali i wyszli z gabinetu. Dziewczyna siedziała na korytarzu, wstała na dźwięk otwieranych drzwi pokoju dyrektorskiego.
-I jak jest? - spytała.
-Dobrze, jesteś przyjęta - poklepał ją po ramieniu młodszy z braci.
-To my idziemy i w razie czego dzwoń - powiedział młodszy zginając palce w telefon. Pożegnali się z dziewczyną i poszli korytarzem w lewo od gabinetu w stronę dziedzińca. Po drodze  wszyscy uczniowie przyglądali się im.
-To podobno najlepsi absolwenci Akademii Przywoływaczy - powiedział jeden chłopak.
-Przecież oni są w naszym wieku - zdziwił się drugi.
-Aaa! Bracia Roberts są tacy przystojni! - piszczały dziewczyny i pstrykały mnóstwo zdjęć. Kiedy pani Colins wyszła z gabinetu, dziewczyna podeszła do niej.
-Ty musisz być Susana Yami. Chodź, zaprowadzę cię do pokoju, poznasz nowe koleżanki - uśmiechnęła się dyrektorka.
-Pani dyrektor, czy mogę mieć osobny pokój? - spytała nieśmiało nowa uczennica.
-Och, oczywiście - zgodziła się zdziwiona dyrektorka.
Poszły korytarzem w prawo od gabinetu i skręciły jeszcze raz w prawo na końcu korytarza. Po obu stronach były drzwi, ale w dość dużej odległości od siebie.
-To jest prawe skrzydło, gdzie znajdują się pokoje dziewcząt. W lewym skrzydle znajdują się pokoje chłopców, niech nie przyjdzie ci do głowy zaglądać tam w trakcie ciszy nocnej. Masz szczęście, że masz takich kolegów. Pierwszy rok przerobił już część materiału, ale wirze, że dasz radę to nadrobić. Jesteśmy - powiedziała dyrektorka. Stały przed drzwiami na końcu korytarza po lewej - Proszę, to jest klucz do pokoju. Kiedyś był tu magazyn więc powinnaś znaleźć podręczniki. Rozpakuj się trochę i przyjdź do mnie za godzinę, dostaniesz plan zajęć.
-Dobrze, dziękuję - powiedziała dziewczyna. Dyrektorka odeszła a ona weszła do pomieszczenia. Pokój nie był duży, pod oknem stało biurko, po prawej łóżko a obok niej stolik nocny. Po lewej była duża szafa zajmująca całą ścianę.
-To pewnie pozostałość po magazynie - spojrzała na szafę. Położyła walizkę na podłodze i zaczęła się rozpakowywać. Nie zajęło jej to dużo czasu, miała tylko parę bluzek, dwie pary spodni i dwie bluzy. Otworzyła szafę i zaczęła szukać miejsca na ubrania. Wszystkie półki były pełne zeszytów i różnych papierów. Znalazła jeden ciekawie zatytułowany zeszyt, "Niezwykły Wampir". Lubiła opowieści o różnych istotach więc, wzięła zeszyt i położyła go na stoliku nocnym. Poupychała zeszyty i papiery, które były chyba starymi sprawdzianami z jednej półki na resztę i poukładała tam swoje rzeczy. Lubiła rysować chociaż czasem jej to nie wychodziło; dlatego w walizce miała oprócz ubrań, długopisów i zeszytów do lekcji zeszyt do rysowania i ołówki, które położyła na biurku. Wygrzebała z szafy jakiś podręcznik, wzięła pierwszy lepszy zeszyt do lekcji i wyszła z pokoju ruszając do gabinetu. Stanęła przed drzwiami, zapukała i weszła.
-O, jesteś. Pokój jest ciasny, ale powinien ci się spodobać. Proszę, to jest plan lekcji.
-Mogła mi pani powiedzieć wcześniej, że jest ciasny - pomyślała i spojrzała na plan.
-Masz teraz Wiedzę o Magicznych Istotach w sali nr.3, jest na piętrze. Pośpiesz się, bo się spóźnisz - powiedziała dyrektorka. Dziewczyna wyszła i skierowała się w stronę wejścia na dziedziniec, naprzeciwko niego były schody na piętro. Weszła nimi na górę i rozglądnęła się. Po prawej były toalety a po lewej sale, uczniowie już wchodzili. Pospieszyła się i znalazła salę, ale zamknęli jej drzwi przed nosem. Otworzyła drzwi i weszła do sali, wielu uczniów patrzyło na nią i szeptało.
-Dzień dobry - powiedziała.
-Ty jesteś Susana Yami? - spytała młoda nauczycielka a dziewczyna przytaknęła głową.
-Co, ona niemową jest czy jak - skomentował ktoś z tyłu. Nauczycielka chrząknęła.
-Proszę, usiądź - wskazała jej pustą ławkę pod oknem. Susana usiadła i postanowiła siedzieć cicho do końca zajęć. Od początku kiedy zaczęła chodzić do szkół zawsze ktoś jej dokuczał. Nawet teraz, w starszej szkole czuła, że będzie tak samo jak w poprzednich, młodszych. Nauczycielka pytała ją kilka razy, ale nie wiedziała niczego o co ją pytała.
-Dobrze, trudno - westchnęła nauczycielka - Mamy trzynaście gatunków smoków, może ktoś wie jakie? - spytała. Dziewczyna w niebieskim t-shercie zgłosiła się i wstała.
-Bazyliszka, euro, mroźnika, gargula, tebyra, wyverna, ryu, kolibra, karłowatego, sargasso, wodnego, hydrę i megadrakozaura - powiedziała i usiadła.
-Bardzo dobrze. Kiedyś ponoć wszystkimi gatunkami rządził Czarny Smok i był najpotężniejszy, ale zniknął. Zapanował chaos i wszystkie gatunki walczyły ze sobą. Trwało to długo, kilka wieków, ale władzę objął smok z gatunku euro później nazwany Zielonym od koloru jego skóry. Niestety ostatnio on również zniknął, na szczęście smoki nie walczą między sobą. A co do Czarnego Smoka nikt już nie wierzy w to, że on żyje.
Susana kiedy usłyszała o Zielonym Smoku zaczęła przyglądać się swojej rękawiczce. Nauczycielka skończyła mówić i zadzwonił dzwonek. Wstała i skierowała się w stronę drzwi, pierwsi z klasy wybiegli chłopacy. Chciała już wyjść, ale drogę zagrodziło jej kilka dziewczyn.
-Ej, nowa. Mogę wyjść pierwsza, nie? Dzięki - powiedziała jedna i wepchnęła się przed Susanę a reszta za nią. W rezultacie wyszła ostatnia z klasy.
-Jeśli czegoś nie będziesz wiedziała albo nie rozumiała przyjdź, pomogę ci - powiedziała nauczycielka kiedy dziewczyna wychodziła z sali. Spojrzała na plan i ucieszyła się bo nie miała już więcej zajęć. Po jednej lekcji czuła, że nie pasuje do tej klasy. Idąc korytarzem zauważyła na ścianie rozpiskę klas i ich plany zajęć. Były dwie z pierwszego roku, mieli razem PI - Przywoływanie Istot. Była prawie pewna, że do drugiej klasy też nie pasuje więc, nie ma sensu zmieniać klasy. Wiedziała to, bo tak samo było jak była mała. Przed skrzydłem dziewczyn jakimś cudem dogoniła resztę a wcale tego nie chciała. Trzy przed nią rozmawiały, zauważyła, że w środku szła ta, która na tej lekcji odpowiadała.
-Jak zwyklę Wszystkowiedząca Linsy odpowiedziała prawidłowo - powiedziała dziewczyna po lewej.
-Zapytaj ją o cokolwiek a odpowie na każde twoje pytanie - powiedziała druga kłaniając się dziewczynie w środku.
-Przestańcie, to nieprawda - powiedziała zaczerwieniona Linsy.
-Prawda, o wszystko co cię pytają znasz odpowiedź.
Wszystkie trzy weszły do pokoju po prawej prawie naprzeciwko jej drzwi, już była sama na korytarzu. Weszła do pokoju, położyła rzeczy na biurku i położyła się na łóżku. Wzięła zeszyt z stoliczka nocnego i zaczęła go czytać.