Przed pokojem dyrektora na korytarzu siedziała dziewczyna. Miała proste czerwone włosy sięgające do ramion. Ubrana była w czerwoną bluzkę, czarną krótką marynarkę, czarne rurki i adidasy. Na prawej ręce nosiła długą czarną rękawiczkę bez palców zakrywającą dłonie, opleciona była szarą wstążką. Jej jasnozielone oczy idealnie pasowały do włosów. Była lekko poddenerwowana, uczniowie przechodzący korytarzem patrzyli na nią i szeptali. Niektórzy wskazywali na nią a inni dziwnie uśmiechali się. Na drzwiach pokoju, przed którym siedziała wisiała zawieszka z napisem "Dyrektor".
-Wiecie dobrze, że bardzo niewielu uczniów zapisuje się do naszej szkoły bez mocy magicznej i to prawie w środku semestru - powiedziała dyrektorka.
-Wiemy Pani dyrektor, ale chcemy, żeby wiedziała wszystko o tym jak używać mocy i jak przywoływać, gdyby okazało się, że ją ma - powiedział Damien.
-Właśnie, chcemy, żeby nasza przyjaciółka wiedziała wszystko, ale nie wiemy jak ją dobrze nauczyć - powiedział Domin.
-Jak to, przecież kiedy się tu uczyliście umieliście wszystko wytłumaczyć kolegą - zdziwiła się dyrektorka.
-Tłumaczyć komuś kto wie mniej więcej o co chodzi a nauczyć to dwie różne rzeczy. Stwierdziliśmy więc, że zapiszemy ją do najlepszej szkoły jaką znamy - dokończył młodszy brat.
-Dobrze, już dobrze. Zgadzam się, ale tylko dlatego, że jesteście naszymi najlepszymi absolwentami - westchnęła pani Colins.
-Aha, i proszę w miarę możliwości spełniać jej prośby - poprosił jasnowłosy chłopak.
-A-ale...
-Weźmiemy pełną odpowiedzialność jeśli, zrobi coś źle - dodał poważnie starszy brat.
-D-dobrze, postaram się - przytaknęła zdziwiona i zaskoczona dyrektorka.
Bracia Roberts podziękowali i wyszli z gabinetu. Dziewczyna siedziała na korytarzu, wstała na dźwięk otwieranych drzwi pokoju dyrektorskiego.
-I jak jest? - spytała.
-Dobrze, jesteś przyjęta - poklepał ją po ramieniu młodszy z braci.
-To my idziemy i w razie czego dzwoń - powiedział młodszy zginając palce w telefon. Pożegnali się z dziewczyną i poszli korytarzem w lewo od gabinetu w stronę dziedzińca. Po drodze wszyscy uczniowie przyglądali się im.
-To podobno najlepsi absolwenci Akademii Przywoływaczy - powiedział jeden chłopak.
-Przecież oni są w naszym wieku - zdziwił się drugi.
-Aaa! Bracia Roberts są tacy przystojni! - piszczały dziewczyny i pstrykały mnóstwo zdjęć. Kiedy pani Colins wyszła z gabinetu, dziewczyna podeszła do niej.
-Ty musisz być Susana Yami. Chodź, zaprowadzę cię do pokoju, poznasz nowe koleżanki - uśmiechnęła się dyrektorka.
-Pani dyrektor, czy mogę mieć osobny pokój? - spytała nieśmiało nowa uczennica.
-Och, oczywiście - zgodziła się zdziwiona dyrektorka.
Poszły korytarzem w prawo od gabinetu i skręciły jeszcze raz w prawo na końcu korytarza. Po obu stronach były drzwi, ale w dość dużej odległości od siebie.
-To jest prawe skrzydło, gdzie znajdują się pokoje dziewcząt. W lewym skrzydle znajdują się pokoje chłopców, niech nie przyjdzie ci do głowy zaglądać tam w trakcie ciszy nocnej. Masz szczęście, że masz takich kolegów. Pierwszy rok przerobił już część materiału, ale wirze, że dasz radę to nadrobić. Jesteśmy - powiedziała dyrektorka. Stały przed drzwiami na końcu korytarza po lewej - Proszę, to jest klucz do pokoju. Kiedyś był tu magazyn więc powinnaś znaleźć podręczniki. Rozpakuj się trochę i przyjdź do mnie za godzinę, dostaniesz plan zajęć.
-Dobrze, dziękuję - powiedziała dziewczyna. Dyrektorka odeszła a ona weszła do pomieszczenia. Pokój nie był duży, pod oknem stało biurko, po prawej łóżko a obok niej stolik nocny. Po lewej była duża szafa zajmująca całą ścianę.
-To pewnie pozostałość po magazynie - spojrzała na szafę. Położyła walizkę na podłodze i zaczęła się rozpakowywać. Nie zajęło jej to dużo czasu, miała tylko parę bluzek, dwie pary spodni i dwie bluzy. Otworzyła szafę i zaczęła szukać miejsca na ubrania. Wszystkie półki były pełne zeszytów i różnych papierów. Znalazła jeden ciekawie zatytułowany zeszyt, "Niezwykły Wampir". Lubiła opowieści o różnych istotach więc, wzięła zeszyt i położyła go na stoliku nocnym. Poupychała zeszyty i papiery, które były chyba starymi sprawdzianami z jednej półki na resztę i poukładała tam swoje rzeczy. Lubiła rysować chociaż czasem jej to nie wychodziło; dlatego w walizce miała oprócz ubrań, długopisów i zeszytów do lekcji zeszyt do rysowania i ołówki, które położyła na biurku. Wygrzebała z szafy jakiś podręcznik, wzięła pierwszy lepszy zeszyt do lekcji i wyszła z pokoju ruszając do gabinetu. Stanęła przed drzwiami, zapukała i weszła.
-O, jesteś. Pokój jest ciasny, ale powinien ci się spodobać. Proszę, to jest plan lekcji.
-Mogła mi pani powiedzieć wcześniej, że jest ciasny - pomyślała i spojrzała na plan.
-Masz teraz Wiedzę o Magicznych Istotach w sali nr.3, jest na piętrze. Pośpiesz się, bo się spóźnisz - powiedziała dyrektorka. Dziewczyna wyszła i skierowała się w stronę wejścia na dziedziniec, naprzeciwko niego były schody na piętro. Weszła nimi na górę i rozglądnęła się. Po prawej były toalety a po lewej sale, uczniowie już wchodzili. Pospieszyła się i znalazła salę, ale zamknęli jej drzwi przed nosem. Otworzyła drzwi i weszła do sali, wielu uczniów patrzyło na nią i szeptało.
-Dzień dobry - powiedziała.
-Ty jesteś Susana Yami? - spytała młoda nauczycielka a dziewczyna przytaknęła głową.
-Co, ona niemową jest czy jak - skomentował ktoś z tyłu. Nauczycielka chrząknęła.
-Proszę, usiądź - wskazała jej pustą ławkę pod oknem. Susana usiadła i postanowiła siedzieć cicho do końca zajęć. Od początku kiedy zaczęła chodzić do szkół zawsze ktoś jej dokuczał. Nawet teraz, w starszej szkole czuła, że będzie tak samo jak w poprzednich, młodszych. Nauczycielka pytała ją kilka razy, ale nie wiedziała niczego o co ją pytała.
-Dobrze, trudno - westchnęła nauczycielka - Mamy trzynaście gatunków smoków, może ktoś wie jakie? - spytała. Dziewczyna w niebieskim t-shercie zgłosiła się i wstała.
-Bazyliszka, euro, mroźnika, gargula, tebyra, wyverna, ryu, kolibra, karłowatego, sargasso, wodnego, hydrę i megadrakozaura - powiedziała i usiadła.
-Bardzo dobrze. Kiedyś ponoć wszystkimi gatunkami rządził Czarny Smok i był najpotężniejszy, ale zniknął. Zapanował chaos i wszystkie gatunki walczyły ze sobą. Trwało to długo, kilka wieków, ale władzę objął smok z gatunku euro później nazwany Zielonym od koloru jego skóry. Niestety ostatnio on również zniknął, na szczęście smoki nie walczą między sobą. A co do Czarnego Smoka nikt już nie wierzy w to, że on żyje.
Susana kiedy usłyszała o Zielonym Smoku zaczęła przyglądać się swojej rękawiczce. Nauczycielka skończyła mówić i zadzwonił dzwonek. Wstała i skierowała się w stronę drzwi, pierwsi z klasy wybiegli chłopacy. Chciała już wyjść, ale drogę zagrodziło jej kilka dziewczyn.
-Ej, nowa. Mogę wyjść pierwsza, nie? Dzięki - powiedziała jedna i wepchnęła się przed Susanę a reszta za nią. W rezultacie wyszła ostatnia z klasy.
-Jeśli czegoś nie będziesz wiedziała albo nie rozumiała przyjdź, pomogę ci - powiedziała nauczycielka kiedy dziewczyna wychodziła z sali. Spojrzała na plan i ucieszyła się bo nie miała już więcej zajęć. Po jednej lekcji czuła, że nie pasuje do tej klasy. Idąc korytarzem zauważyła na ścianie rozpiskę klas i ich plany zajęć. Były dwie z pierwszego roku, mieli razem PI - Przywoływanie Istot. Była prawie pewna, że do drugiej klasy też nie pasuje więc, nie ma sensu zmieniać klasy. Wiedziała to, bo tak samo było jak była mała. Przed skrzydłem dziewczyn jakimś cudem dogoniła resztę a wcale tego nie chciała. Trzy przed nią rozmawiały, zauważyła, że w środku szła ta, która na tej lekcji odpowiadała.
-Jak zwyklę Wszystkowiedząca Linsy odpowiedziała prawidłowo - powiedziała dziewczyna po lewej.
-Zapytaj ją o cokolwiek a odpowie na każde twoje pytanie - powiedziała druga kłaniając się dziewczynie w środku.
-Przestańcie, to nieprawda - powiedziała zaczerwieniona Linsy.
-Prawda, o wszystko co cię pytają znasz odpowiedź.
Wszystkie trzy weszły do pokoju po prawej prawie naprzeciwko jej drzwi, już była sama na korytarzu. Weszła do pokoju, położyła rzeczy na biurku i położyła się na łóżku. Wzięła zeszyt z stoliczka nocnego i zaczęła go czytać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz