wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 4

-Czy to twoja sprawka, że Mike jest zdrowy? - spytała dziewczyna zamykając drzwi, usiadła na łóżku.
-Tak, uratowałam go. Dostał jeszcze "prezent pożegnalny" od swojej niedoszłej przywołanej istoty i pewnie to też go zabijało. Zrobiłam co uważałam za słuszne i jest zdrowy.
-Wow, a jak to zrobiłaś? - spytała zaciekawiona.
-Co, uratowałam go? Czy może chodzi ci o "prezent pożegnalny"? - dziewczyna przez chwilę zastanawiała się.
-Jedno i drugie - uśmiechnęła się.
-Dobrze - zaśmiała się - Ugryzłam go.
-He? He?!
-Uspokój się, ugryzłam go, bo mój jad działa na wszystko. Może rozpuścić drzewo, skałę, wszystko. Poza tym mogę "ustawić" jego właściwości więc, sprawiłam, że usunął cały jad tamtego wampira i żadne komórki ani żyły, ani krew nie zostały zniszczone. Normalnie jest śmiertelny.
-Dla mnie to wygląda na to, że ma właściwości kwasu - powiedziała zlęknięta dziewczyna.
-Nie mylisz się - uśmiech zagościł na twarzy Suzan - Mówiłam już, że mogę go "ustawiać". Jeśli chodzi o "prezent pożegnalny" to też zasługa mojego jadu. Rozprzestrzenił się po całym jego ciele i...
-Teraz żałuję, że cię o to zapytałam - powiedziała dziewczyna cała blada - Zbyt dokładnie opisujesz szczegóły.
-Jak już zaczęłam to daj mi skończyć. Więc, rozprzestrzenił się po jego ciele i przy okazji usunął wszelkie bakterie i takie tam. Ustawiłam go jeszcze tak, żeby ustabilizował jego geny i zapisał w nich "prezent" - powiedziała.
-Cały czas mówisz "prezent", ale co to właściwie jest? - spytała dziewczyna.
-Wiesz jaką moc posiadał ten wampir? - spytała ją.
-No tak, zmienił się w ptaka więc, przemiany w zwierzęta - odpowiedziała.
-Tak, to był wampir zwany Animalem. Oprócz możliwości zmienienia się w zwierzę może jeszcze zamienić kogoś w zwierzę. Taka osoba może zostać odmieniona tylko przez tego wampira, który to zrobił. Chyba, że masz mnie - uśmiechnęła się.
-Czyli Mike może zamieniać ludzi w zwierzęta? - spytała zaskoczona Susana.
-Nie, może sam zmienić się w zwierzę, ale musi to opanować. Animale mają wrodzony talent do tego, ale on musi się nauczyć jak to opanować.
-Nieźle, też bym tak chciała - powiedziała rozmarzona.
-Ty masz przed sobą więcej pracy niż on - zaśmiała się wampirzyca.
-Właśnie - przypomniała sobie Susana - PI jest w przyszłym tygodniu, przyjdziesz na nie, żebym mogła się pochwalić koleżanką i nie musieć już robić tego głupiego ćwiczenia?
-Zobaczysz - odpowiedziała.

Susana od kilku dni chodziła wesoła. Na jednej z przerw zaczepiły ją dziewczyny, za którymi nie przepadała. Były we cztery, a każda z nich miała swoją magiczną istotę. Dwie z nich miały zjawy, jedna potwora i jedna demona. Ze zjaw były rusałka i nimfa, z potworów chimera, a z demonów gorgona, która nieprzyjemnie patrzyła na dziewczynę jadowicie-zielonymi oczami.
-Ostatnio jesteś bardzo wesoła - stwierdziła ich liderka, Suli, która miała gorgonę.
-A co, to źle? - spytała zdziwiona.
-Dla ciebie to za dobrze - zaczęła się śmiać, a jej koleżanki za nią.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale zabieram ją - powiedział wysoki chłopak. Miał proste białe włosy do ramion, jasnoszarą podkoszulkę, białe spodnie i biały płaszcz bez rękawów. Nie był uczniem akademii, dziewczyny rozstąpiły się. Chimera lekko warczała, spojrzał na nią tylko swoimi pomarańczowożółtymi oczami i natychmiast się skuliła. Popchnął Susan i szedł z nią korytarzem, dziewczyna zauważyła, że niektóre istoty spoglądają w ich kierunku. Były to najczęściej wampiry i wilkołaki, zeszli z piętra po schodach i stanęli przy murku obok dziedzińca.
-Yyy... D-dziękuję za uratowanie, ale... - chłopak spojrzał na nią, a ona odwróciła wzrok - K-kim jesteś?
-Nie musisz mi dziękować. Jestem Amoon - powiedział. Zauważyła, że osoby z jej klasy i pierwszej drugiej patrzą na nich. Niektóre osoby, które miały wampiry zauważyły, że wpatrują się w nich i pytały co się stało. Linsy patrzyła zaciekawiona na Susanę i chłopaka, który z nią stał, była zainteresowana czy to może być jej magiczna istota.
-Jak myślisz Sinly, kto to jest? - spytała swoją istotę. Harpia poprawiła okulary i spojrzała badawczo na nowego towarzysza Susany.
-Moim zdaniem to wilkołak - powiedziała chowając nos w czytanej książce.
-Ho? Jak możesz to stwierdzić?
-Z demonów tylko wilkołaki mogą wyglądać jak zwykli ludzie.
-Ale przecież wampiry też mogą, to może być wampir - stwierdziła Linsy.
-Spójrz jak patrzą wampiry, to nie może być jeden z nich. Z takim wzrokiem nienawiści patrzą tylko na wilkołaki więc, nie ma pomyłki - powiedziała harpia nie wyściubiając nos z książki.
-Więc, udało jej się przywołać wilkołaka? - spytała siebie dziewczyna.
Susane peszył wzrok tylu osób zwłaszcza dziewczyn z jej klasy, postanowiła szybko skończyć rozmowę.
-Yy... Nie chcę być niegrzeczna, ale jeśli nie masz nic więcej tutaj do zrobienia to możesz już sobie pójść - powiedziała nie patrząc na niego. Chłopak schylił się i popatrzył na nią, a ona zaczerwieniła się.
-Chyba nie mogę tego zrobić - powiedział prostując się - ponieważ wtedy pewna osoba nie dałaby mi spokoju - podrapał się po głowie.
-Jak to? - zdziwiła się Susana, spojrzała w górę na niego.
-Nie wiesz wielu rzeczy o Suzan - powiedział patrząc na nią i usiadł na murku.
-Znasz ją? - zdziwiła się dziewczyna.
-Ba, nawet dłużej niż myślisz - powiedział kiedy usłyszeli dzwonek. Susana pobiegła na schody.
-Będziesz po lekcjach? - spytała odwracając się.
-Tak - powiedział, a ona pobiegła i znikła na wyższych schodach.
-I jakie wrażenia? Co o niej sądzisz? - Amoon usłyszał głos tuż obok siebie i tylko się uśmiechnął.
-Już wiem czemu zgodziłaś się być jej przyzwaną istotą - powiedział patrząc obok siebie gdzie, w czarnym dymie pojawiła się Suzan.
-No słucham?
-Jest cicha i nieśmiała, wydaje się być odtrącana przez część "szanownego" towarzystwa z jej otoczenia - powiedział - Całkowite przeciwieństwo ciebie - zaśmiał się miłym głosem.
-Po części masz rację, a po części całkowicie się mylisz. Ona jest trochę podobna do mnie, ja też miałam ten problem przez jakiś czas, ale poradziłam z nim sobie lepiej niż ona. Dopóki nie spotkałam twojej watahy - powiedziała uśmiechając się.
-Nawet mi nie przypominaj, wiesz ile moja matka mówiła to jak zostałem uratowany przez wampira i jak to źle, że muszę mu teraz służyć, a nie być przywódcą watahy. Oczywiście i tak wyszło na to, że jestem przywódcą watahy, ale nie mam szacunku wśród własnego stada jakie powinien mieć wilk alfa.
-Czyli umówiłeś się z nią po lekcjach? - spytała zainteresowana - Będziecie mówić o mnie?
-Ta... Trochę jej opowiem o sobie i po co tu mnie wezwałaś - westchnął Amoon.
-Co? Przecież ty zawsze chodzisz za mną jak pies - powiedziała uśmiechnięta.
-Ej, to było niemiłe - powiedział.
-Ale to prawda - powiedziała z wyrzutem - Przecież jesteście moimi psami, ty i Max.
-Wilkami, wilkami - warknął zirytowany jak warczą psy.
-Dobrze, dobrze. Wydaje mi się, że jak byłeś młodszy to trudniej było wyprowadzić cię z równowagi - zaśmiała się.

-Za to ty ciągle się z kimś o coś biłaś i musieliśmy walczyć razem z tobą - powiedział już mniej zirytowany - Teraz jesteś bardziej spokojna i opanowana, czasami chłodna. Chyba jedyny, który się nie zmienił to Max - powiedział Amoon wzdychając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz