-Czy
to twoja sprawka, że Mike jest zdrowy? - spytała dziewczyna zamykając drzwi,
usiadła na łóżku.
-Tak,
uratowałam go. Dostał jeszcze "prezent pożegnalny" od swojej
niedoszłej przywołanej istoty i pewnie to też go zabijało. Zrobiłam co uważałam
za słuszne i jest zdrowy.
-Wow,
a jak to zrobiłaś? - spytała zaciekawiona.
-Co,
uratowałam go? Czy może chodzi ci o "prezent pożegnalny"? -
dziewczyna przez chwilę zastanawiała się.
-Jedno
i drugie - uśmiechnęła się.
-Dobrze
- zaśmiała się - Ugryzłam go.
-He?
He?!
-Uspokój
się, ugryzłam go, bo mój jad działa na wszystko. Może rozpuścić drzewo, skałę,
wszystko. Poza tym mogę "ustawić" jego właściwości więc, sprawiłam,
że usunął cały jad tamtego wampira i żadne komórki ani żyły, ani krew nie
zostały zniszczone. Normalnie jest śmiertelny.
-Dla
mnie to wygląda na to, że ma właściwości kwasu - powiedziała zlęknięta
dziewczyna.
-Nie
mylisz się - uśmiech zagościł na twarzy Suzan - Mówiłam już, że mogę go
"ustawiać". Jeśli chodzi o "prezent pożegnalny" to też
zasługa mojego jadu. Rozprzestrzenił się po całym jego ciele i...
-Teraz
żałuję, że cię o to zapytałam - powiedziała dziewczyna cała blada - Zbyt
dokładnie opisujesz szczegóły.
-Jak
już zaczęłam to daj mi skończyć. Więc, rozprzestrzenił się po jego ciele i przy
okazji usunął wszelkie bakterie i takie tam. Ustawiłam go jeszcze tak, żeby
ustabilizował jego geny i zapisał w nich "prezent" - powiedziała.
-Cały
czas mówisz "prezent", ale co to właściwie jest? - spytała
dziewczyna.
-Wiesz
jaką moc posiadał ten wampir? - spytała ją.
-No
tak, zmienił się w ptaka więc, przemiany w zwierzęta - odpowiedziała.
-Tak,
to był wampir zwany Animalem. Oprócz możliwości zmienienia się w zwierzę może
jeszcze zamienić kogoś w zwierzę. Taka osoba może zostać odmieniona tylko przez
tego wampira, który to zrobił. Chyba, że masz mnie - uśmiechnęła się.
-Czyli
Mike może zamieniać ludzi w zwierzęta? - spytała zaskoczona Susana.
-Nie,
może sam zmienić się w zwierzę, ale musi to opanować. Animale mają wrodzony
talent do tego, ale on musi się nauczyć jak to opanować.
-Nieźle,
też bym tak chciała - powiedziała rozmarzona.
-Ty
masz przed sobą więcej pracy niż on - zaśmiała się wampirzyca.
-Właśnie
- przypomniała sobie Susana - PI jest w przyszłym tygodniu, przyjdziesz na nie,
żebym mogła się pochwalić koleżanką i nie musieć już robić tego głupiego
ćwiczenia?
-Zobaczysz
- odpowiedziała.
Susana
od kilku dni chodziła wesoła. Na jednej z przerw zaczepiły ją dziewczyny, za
którymi nie przepadała. Były we cztery, a każda z nich miała swoją magiczną
istotę. Dwie z nich miały zjawy, jedna potwora i jedna demona. Ze zjaw były
rusałka i nimfa, z potworów chimera, a z demonów gorgona, która nieprzyjemnie patrzyła na
dziewczynę jadowicie-zielonymi oczami.
-Ostatnio
jesteś bardzo wesoła - stwierdziła ich liderka, Suli, która miała gorgonę.
-A
co, to źle? - spytała zdziwiona.
-Dla
ciebie to za dobrze - zaczęła się śmiać, a jej koleżanki za nią.
-Przepraszam,
że przeszkadzam, ale zabieram ją - powiedział wysoki chłopak. Miał proste białe
włosy do ramion, jasnoszarą podkoszulkę, białe spodnie i biały płaszcz bez
rękawów. Nie był uczniem akademii, dziewczyny rozstąpiły się. Chimera lekko
warczała, spojrzał na nią tylko swoimi pomarańczowożółtymi oczami i natychmiast
się skuliła. Popchnął Susan i szedł z nią korytarzem, dziewczyna zauważyła, że
niektóre istoty spoglądają w ich kierunku. Były to najczęściej wampiry i
wilkołaki, zeszli z piętra po schodach i stanęli przy murku obok dziedzińca.
-Yyy...
D-dziękuję za uratowanie, ale... - chłopak spojrzał na nią, a ona odwróciła
wzrok - K-kim jesteś?
-Nie
musisz mi dziękować. Jestem Amoon - powiedział. Zauważyła, że osoby z jej klasy
i pierwszej drugiej patrzą na nich. Niektóre osoby, które miały wampiry
zauważyły, że wpatrują się w nich i pytały co się stało. Linsy patrzyła
zaciekawiona na Susanę i chłopaka, który z nią stał, była zainteresowana czy to
może być jej magiczna istota.
-Jak
myślisz Sinly, kto to jest? - spytała swoją istotę. Harpia poprawiła okulary i
spojrzała badawczo na nowego towarzysza Susany.
-Moim
zdaniem to wilkołak - powiedziała chowając nos w czytanej książce.
-Ho?
Jak możesz to stwierdzić?
-Z
demonów tylko wilkołaki mogą wyglądać jak zwykli ludzie.
-Ale
przecież wampiry też mogą, to może być wampir - stwierdziła Linsy.
-Spójrz
jak patrzą wampiry, to nie może być jeden z nich. Z takim wzrokiem nienawiści
patrzą tylko na wilkołaki więc, nie ma pomyłki - powiedziała harpia nie
wyściubiając nos z książki.
-Więc,
udało jej się przywołać wilkołaka? - spytała siebie dziewczyna.
Susane
peszył wzrok tylu osób zwłaszcza dziewczyn z jej klasy, postanowiła szybko
skończyć rozmowę.
-Yy...
Nie chcę być niegrzeczna, ale jeśli nie masz nic więcej tutaj do zrobienia to
możesz już sobie pójść - powiedziała nie patrząc na niego. Chłopak schylił się
i popatrzył na nią, a ona zaczerwieniła się.
-Chyba
nie mogę tego zrobić - powiedział prostując się - ponieważ wtedy pewna osoba
nie dałaby mi spokoju - podrapał się po głowie.
-Jak
to? - zdziwiła się Susana, spojrzała w górę na niego.
-Nie
wiesz wielu rzeczy o Suzan - powiedział patrząc na nią i usiadł na murku.
-Znasz
ją? - zdziwiła się dziewczyna.
-Ba,
nawet dłużej niż myślisz - powiedział kiedy usłyszeli dzwonek. Susana pobiegła
na schody.
-Będziesz
po lekcjach? - spytała odwracając się.
-Tak
- powiedział, a ona pobiegła i znikła na wyższych schodach.
-I
jakie wrażenia? Co o niej sądzisz? - Amoon usłyszał głos tuż obok siebie i
tylko się uśmiechnął.
-Już
wiem czemu zgodziłaś się być jej przyzwaną istotą - powiedział patrząc obok
siebie gdzie, w czarnym dymie pojawiła się Suzan.
-No
słucham?
-Jest
cicha i nieśmiała, wydaje się być odtrącana przez część "szanownego"
towarzystwa z jej otoczenia - powiedział - Całkowite przeciwieństwo ciebie -
zaśmiał się miłym głosem.
-Po
części masz rację, a po części całkowicie się mylisz. Ona jest trochę podobna
do mnie, ja też miałam ten problem przez jakiś czas, ale poradziłam z nim sobie
lepiej niż ona. Dopóki nie spotkałam twojej watahy - powiedziała uśmiechając
się.
-Nawet
mi nie przypominaj, wiesz ile moja matka mówiła to jak zostałem uratowany przez
wampira i jak to źle, że muszę mu teraz służyć, a nie być przywódcą watahy.
Oczywiście i tak wyszło na to, że jestem przywódcą watahy, ale nie mam szacunku
wśród własnego stada jakie powinien mieć wilk alfa.
-Czyli
umówiłeś się z nią po lekcjach? - spytała zainteresowana - Będziecie mówić o
mnie?
-Ta...
Trochę jej opowiem o sobie i po co tu mnie wezwałaś - westchnął Amoon.
-Co?
Przecież ty zawsze chodzisz za mną jak pies - powiedziała uśmiechnięta.
-Ej,
to było niemiłe - powiedział.
-Ale
to prawda - powiedziała z wyrzutem - Przecież jesteście moimi psami, ty i Max.
-Wilkami,
wilkami - warknął zirytowany jak warczą psy.
-Dobrze,
dobrze. Wydaje mi się, że jak byłeś młodszy to trudniej było wyprowadzić cię z
równowagi - zaśmiała się.
-Za
to ty ciągle się z kimś o coś biłaś i musieliśmy walczyć razem z tobą -
powiedział już mniej zirytowany - Teraz jesteś bardziej spokojna i opanowana,
czasami chłodna. Chyba jedyny, który się nie zmienił to Max - powiedział Amoon
wzdychając.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz