-"Znowu ją widziałam, byłam w magazynie i odkładałam sprawdziany, które kazała mi zostawić tam nauczycielka. Przez okno widziałam jak stała przy drzewach pod budynkiem i rozmawiała z dwójką chłopaków. Wyglądała jak zawsze, miała długie czarne proste włosy, czarną bluzkę i czarne spodnie, czarny płaszcz. Jak każdy wampir miała czarne smocze skrzydła, ale wyróżnia ją to, że ma jeszcze czarny ogon jak smoki euro. Jest Firem, oprócz ogona wyróżnia się zdolnością władania wodą, powietrzem i ziemią jak reszta głównych wampirów."
W pokoju nauczycielskim trwała rozmowa.
-Nie spodziewałam się wiele po nowej uczennicy, ale radzi sobie - powiedziała pani Leisi.
-Ta dziewczyna od Roberts'ów? Rzeczywiście, u mnie też na początku nie dawała rady, ale przyzwyczaiła się do ćwiczeń - stwierdził nauczyciel w-f'u.
-Szkoda, że u mnie tak nie jest, w ogóle sobie nie radzi. U niej nadal nie pokazał się znak, ani razu od czasu przyjazdu tutaj - westchnęła nauczycielka od PI.
-Tak to już jest z osobami bez mocy. Mogą opanować teorię do perfekcji, ale na praktykach nic im się nie uda chodź by nie wiadomo jak się starały.
Na przerwie między zajęciami do Susany podeszło kilka dziewczyn.
-Nowa, skąd znasz braci Roberts?
-A co? Dlaczego pytacie? - zdziwiła się dziewczyna.
-Mało kto z nas zna Roberts'ów, a ciebie traktują jak kogoś specjalnego. Kim dla nich jesteś, bo na pewno nie siostrą. Nie masz żadnego talentu ani umiejętności do tego co tu się uczymy.
-Jesteśmy przyjaciółmi, mieszkałam z nimi wcześniej. Kiedy byłam mała mój dom zalała woda i moi rodzice zginęli zaadoptowali mnie. Dlatego traktują mnie jak młodszą siostrę - odpowiedziała. Dziewczyny patrzyły na nią po części jakby chciały ją zabić, a po części zapytać o szczegóły, jednak zadzwonił dzwonek. Następne było PI więc, ruszyła korytarzem w stronę wyjścia, ponieważ każde zajęcia odbywały się na dziedzińcu. Mimo, że była tu już miesiąc na każdych zajęciach z tego przedmiotu nie umiała stworzyć znaku, by przywołać swoją istotę. Linsy przywołała na pierwszych zajęciach, na których była Susana harpię. Była wysoka i starsza od nich. Cała była ubrana na granatowo, miała krótkie włosy i nosiła okulary. Susana uważała, że pasują do siebie. Obie klasy były już na dziedzińcu. Niektórzy uczniowie będący ze szlacheckich rodzin przyszli do akademii już z przywołanymi istotami, w tych rodzinach "rytuał pierwszego przywołania" czyli wezwania był przeprowadzany wcześniej. Ci uzdolnieni zdołali przywołać swoje magiczne stworzenia na pierwszych praktycznych lekcjach. Nauczycielka wywoływała tych, którzy nie przywołali jeszcze swoich stworzeń. Większość po kilku lekcjach przywołali swoje istoty. Najczęściej były to potwory, później demony i zjawy. Jedna czy dwie osoby wezwały istoty magii. Niektórzy szlachcice mieli wampiry, rzadko spotykało się, żeby jakiś uczeń miał smoka.
-Teraz Susana Yami - wywołała ją nauczycielka. Dziewczyna niechętnie wyszła do przodu, usłyszała pomruki. Wyciągnęła przed siebie prawą rękę i skupiła się lecz nic się nie pojawiło. Spróbowała ponownie, ale znowu jej się nie udało. Nie umiała stworzyć znaku i traciła wiarę, że jej się to uda, w końcu nie miała mocy magicznej. Nauczycielka powiedziała, że może wrócić, inni uczniowie śmiali się z niej. Wróciła, wolała iść już do pokoju, ale zajęcia się jeszcze nie skończyły. Nie chciała słuchać co mówią inni, bo najczęściej była mowa o tym jaka jest beznadziejna i, że powinna zrezygnować. Nagle usłyszała coś, co ją zaciekawiło, rozmawiali chyba chłopacy z drugiej pierwszej.
-Mike jest tak samo beznadziejny jak ta nowa z drugiej klasy - powiedział jeden.
-No, można powiedzieć, że pasują do siebie jak ulał - zgodził się drugi.
-Dobrze, teraz Mike Noon - nauczycielka wywołała główny obiekt rozmowy. Chłopak był szczupły i średniego wzrostu. Miał brązowe krótko przystrzyżone włosy i piwne oczy. Był ubrany w zielony t-shert i szarą bluzę oraz ciemne spodnie. Wyszedł przed wszystkich i skupił się zamykając oczy. Wszyscy stali jak słupy, ponieważ przed chłopakiem pojawił się brązowy znak. Otworzył jedno oko i ucieszył się, że w końcu mu się udało. Reszta uczniów czekała z niecierpliwością jakie stworzenie wezwał. W pewnym momencie na niebie pojawił się czarny punkt, który wyłonił się z lasu za akademią i szybko się zbliżał. Był to ptak, orzeł lub sokół; wszyscy zawiedli się, jak można przyzwać ptaka. Nagle ptak zmienił się w wampira i zaatakował Mike'a. Wszyscy uczniowie rozbiegli się, zapanował chaos. Susana odbiegła kawałek, ale zauważyła, że istota skoncentrowała się na chłopaku. Podeszła bliżej by przyjrzeć się jej, chciała porównać jej wygląd z opisem z zeszytu. Nauczycielka krzyknęła do jakiegoś ucznia, żeby pobiegł po pielęgniarkę. Wampir ugryzł chłopaka w szyję i pił jego krew. Nie wypił jednak dużo, bo został poparzony ogniem przez salamandrę, którą przyzwała nauczycielka. Warknął, kiedy został zraniony i szybko odleciał, ale zostawił po sobie pamiątkę. Przybiegła pielęgniarka w miejscu gdzie istota ugryzła szyję chłopak miał zielone żyły.
-Mimo, że wampir nie wypił dużo krwi zostawił dużo jadu. Nawet mała jego dawka może zabić, nie wiem czy przeżyje noc - powiedziała pielęgniarka i poprosiła kilku uczniów by pomogli zanieść rannego do jej gabinetu. Kiedy już wszyscy pomagający zniknęli z pielęgniarką większość uczniów nadal była przestraszona i w szoku. Kilku chłopaków z pierwszej drugiej zaczęli się śmiać jaki to Mike jest beznadziejny, że zaatakowało go własne stworzenie.
-Przestańcie, nie wiecie jak agresywne są wampiry. To był właśnie jeden z przykładów, nawet jeśli był by utalentowany wampir mógłby go zaatakować. Poza tym wampiry nie są uległe by je kontrolować, nie lubią być czyjąś własnością a zwłaszcza ludzi. Dlatego tak niewiele jest przywoływaczy posiadających wampiry. Nawet jeśli zostanie wezwany może się nie pojawić. A teraz proszę udać się do swoich pokoi, w ciszy. Odwołuję resztę lekcji.
Susana powoli szła korytarzem, chciała być jak najszybciej w swoim pokoju. Nie mogła jednak bo dziewczyny szły przed nią, nie miała jak ich wyprzedzić i cały czas obracały się patrząc na nią. Pewnie myślały, że w jej przypadku będzie tak samo i zaatakuje ją wezwane stworzenie. Gdy szła już sama końcem korytarza wiedziała, że dziewczyny na nią patrzą bo nie usłyszała zamykanych drzwi. Weszła do swojego pokoju, zakluczyła drzwi i ciężko opadła na łóżko. Cały czas myślała o tym chłopaku Miku, który zdołał przywołać swoje stworzenie, ale został przez nie zaatakowany i może umrzeć. Nie mogła odpędzić się od myśli, że ja też to może spotkać. Przeczytała fragment "Niezwykłego Wampira" i zastanawiała się czy ten wampir opisany w zeszycie też może być taki. Zasnęła z myślą, że źle czuje się w akademii. Jest samotna, ale nie zadzwoni do Damien'a i Domin'a, żeby ich nie martwić, bo na pewno wyczuliby w jej głosie, że coś jest nie tak. Dlaczego jej dokuczali w podstawówce i teraz spotkała równie wredne dziewczyny. Oczywiście nie wszystkie były takie, Linsy była w porządku, ale Susana nie rozmawiała z nią. Śniło jej się, że ma niezwykły talent i przywołała niesamowitą istotę. Jest jedną z najlepszych w jej klasie i wszyscy ją lubią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz