czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 5

Po rozmowie Suzan zniknęła, a Amoon czekał na zakończenie lekcji, ta była ostatnia. Kiedy zadzwonił dzwonek opierał się o ścianę przy schodach zamyślony.

Kiedy Susana usłyszała dzwonek wybiegła z klasy z chłopakami, pobiegła po schodach i zatrzymała się na ich końcu. W miejscu gdzie na poprzedniej przerwie rozmawiała z białowłosym chłopakiem było pusto. Zeszła po schodach, skręciła zamyślona przy ścianie i wpadła na stojącego tam Amoona, przewróciła się.
Chłopak poczuł jak coś w niego uderza i zobaczył leżącą na podłodze Susanę.
-Nic ci nie jest? - spytał podając jej rękę. Dziewczyna zaczerwieniła się.
-N-nie, po prostu nie patrzyłam czy kogoś nie ma przede mną - powiedziała podając mu rękę. Podciągnął ją, żeby mogła wstać. Zdziwił się, była lekka.
Dziewczyny z klasy Susany pobiegły za nią i zatrzymały się na półpiętrze za poręczą.
-Jak myślicie, to jej chłopak? - spytała jedna.
-Może... - zamyśliła się druga.
-A może być jej bratem? - zaproponowała trzecia podnosząc palec.
-Nie! - zaprzeczyła reszta.
-Przecież w ogóle nie są podobni.
Wśród nich znalazła się Linsy, ale ona w przeciwieństwie do pozostałych chciała się upewnić czy on jest magiczną istotą Susany, a nie spekulować czy to jej chłopak. Podczas gdy reszta gadała ona zauważyła, że Susana odchodzi z chłopakiem na dziedziniec i siadają na ławce. Poszła za nimi i schowała się przy ścianie. Inne dziewczyny pobiegły za nią i uderzyły w nią.
-Hej, uważaj.
-Ał.
-Ciszej - uciszyła je Linsy.
-He? Też chcesz zobaczyć czy są parą? - spytała jedna z zainteresowaniem.
-Nie, ja mam inne zainteresowania – powiedziała, patrzyła na Susane i chłopaka.
Dziewczyna nie wiedziała jak zacząć rozmowę.
-Yyy... Więc, znasz Suzan? - spytała, żeby jakoś zacząć.
-Tak, od dzieciństwa. Mojego, żeby nie było.
-Więc, kim dla niej jesteś? - spytała zaciekawiona, chłopak podrapał się po głowie.
-He, jakby to powiedzieć... A niech będzie, jestem dla niej służącym, towarzyszem, może trochę ochroniarzem.
-Jej, duże tego. Skąd ją znasz?
-Uratowała mi życie jak byłem mały.
Dziewczyny przyglądały im się wyczekująco i były coraz bardziej znudzone.
-Oni tylko rozmawiają.
-Niczego nie zrobili na powitanie, żadnych całusów ani uścisków.
-Chodźmy stąd nie ma nic ciekawego.
Teraz Linsy mogła spokojnie ich obserwować, czekała cierpliwie, ale oni tylko rozmawiali. Po jakimś czasie wstali z ławki i przeszli przez dziedziniec po czym poszli za skrzydło dziewczyn. Poszła za nimi i zobaczyła dziewczynę o czarnych prostych włosach ubraną w czarny płaszcz, czarną bluzkę i czarne spodnie. Przywitała się z Susaną i jej towarzyszem, zauważyła, że dziewczyna ucieszyła się na widok czarnowłosej.
-I jak tam, pogadaliście sobie?
-Tak, Amoon powiedział, że uratowałaś go jak był mały. Co mu groziło?
-Tak, był wtedy bardzo słodkim niemowlęciem - przeciągnęła ostatnie dwa wyrazy.
-Przestań.
-Poznałaś go jak był niemowlęciem?! Jak to?! - zdziwiła się Susana - Jak go spotkałaś?
-Znalazłam jego wioskę w lesie, była przy jednym z ogromnych drzew jakie tam rosną. Kiedy jej mieszkańcy mnie zobaczyli zdenerwowali się. Nieźle wtedy wkurzyły się wilczki.
-Wilczki?
-Tak, to była wioska wilków, wilkołaków według was. Amoon jest wilkołakiem.
-Naprawdę? Myślałam, że wampiry i wilkołaki się nienawidzą.
-Ta tutaj to wyjątek - wtrącił chłopak wskazując na Suzan.

-Tak, chcesz wiedzieć jak to się dokładnie stało? - spytała, a dziewczyna pokiwała głową. Usiadły, a Amoon oparł się o drzewo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz