-Susi,
no chodź - poganiał dziewczynę jeden z bliźniaków.
-To
wy idziecie za szybko chłopaki - dyszała dziewczyna.
-Chodź
Susana, prawie jesteśmy – powiedział mężczyzna idący z przodu.
-Dobrze
panie Roberts - powiedziała dziewczyna.
Kiedy
doszła do pozostałych zobaczyła piękne jezioro otoczone zielonymi pagórkami. Na
pobliskim pagórku siedziała trójka dziewcząt. Wszystkie były ubrane na czarno,
różniły się jedynie kolorem włosów. Pierwsza miała czarne proste długie włosy,
wyglądała na najstarszą. Druga, siedząca pośrodku miała falowane brązowe włosy
opadające na ramiona. Trzeciej proste blond włosy sięgały do pleców.
Brązowowłosa szturchnęła czarnowłosą dziewczynę i wskazała na nowo-przybyłą, a
ona uśmiechnęła się drwiąco.
-Po
co ty przyprowadziłeś tutaj tego rudzielca, Damien? - spytała czarnowłosa, a
starszy brat przystanął.
-Chcę
pokazać jej jak się przywołuje magiczną istotę - odpowiedział chłopak.
-Chcesz
pokazać? Czyli co, ona nie ma magicznej istoty? A czy ona ma w ogóle moc?
-Zamknij
się Rushel! - warknął Damien. Młodszy brat bliźniak Domin poganiał ich, żeby
przyszli bliżej. Damien podszedł do niego i obaj stanęli w równej linii.
Dziewczyna, którą przyprowadzili w to miejsce stała za nimi. Obaj bliźniacy
byli przystojni. Mieli krótkie brązowe włosy i byli wysocy. Damien miał
ciemniejsze włosy, a Domin jaśniejsze i był trochę wyższy od brata.
-Słyszałyście
to siostry? Zamierzają jej pokazać jak się przywołuje magiczne istoty - drwiła
dalej Rushel - i może jeszcze nauczyć? To strata czasu.
-Oj
tak, oj tak. Strata czasu, hi hi hi - zawtórowała jej blondynka.
-Nie
obchodzi mnie dla kogo pokazują swoje przywołanie, jeśli ja też mogę to zobaczyć.
Chociaż mogliby pokazywać je komuś bardziej odpowiedniemu - mruknęła pod nosem
brązowowłosa.
-Oj
tak, oj tak.
-Och,
zamknij się Sili. Pozwól popatrzeć w spokoju.
-Dobrze,
dobrze Trishi - powiedziała Sili ledwo powstrzymując chichotanie.
-Susana
- odezwał się ojciec Damien'a i Domin'a – Podejdź. Pokażę ci jak się przywołuje
magiczne istoty – Mężczyzna wyciągnął rękę przed siebie, przed nim pojawił się
niebieski znak. Były to trzy okręgi, każdy okrąg był wewnątrz kolejnego. Nagle
z drugiej strony wyskakiwał jakby z wody jasnoniebieski smok. Był podłużny, z dwoma
parami płetw po bokach i ogonem zakończonym rozłożystą płetwą. Z gracją
wskoczył do jeziora i po chwili wypłynął na powierzchnie, a później zniknął w
głębokiej wodzie. Bracia podeszli do brzegu i też wyciągnęli ręce. U Damien'a
pojawił się znak w morskim kolorze, a u Domin'a niebiesko-białym. Ich
stworzeniami również były smoki, które z gracją w kroplach wody wskoczyły do
jeziora. Krople po wyskoczeniu smoków otaczały też ich właścicieli i przy
lekkim wietrzyku byli naprawdę przystojni. Obie istoty były koloru
odpowiadającym ich znakom. Przez chwilę pływały w kółko goniąc się, a później
zniknęły w głębi zbiornika wodnego.
-Kręgi, które widziałaś to
znaki służące to przywoływania magicznych istot. Musisz stworzyć ten znak by
móc przywołać stworzenie - powiedział Damien.
-Dobrze,
ale gdzie się podziały smoki? - spytała Susana rozglądając się po tafli wody.
-Odpłynęły
- odpowiedział Domin.
-Co?!
Czemu? – zdziwiła się czerwonowłosa.
-Jeśli
już wezwiesz magiczną istotę powstaje między wami więź coś jak łącze
telepatyczne. Dzięki temu możesz się z nią kontaktować poprzez umysł. - uśmiechnął
się młodszy bliźniak.
-Po
przywołaniu kiedy nie potrzebujesz stworzenia ono odchodzi, bo dostaje sygnał,
że nie jest już potrzebne. Zawsze później możesz je wezwać. - Damien z Domin'em
podeszli do dziewczyny.
-Tak
to mniej więcej wygląda. - skończył pan Roberts.
Znowu
śnił jej się ten sam koszmar. Domek był zalewany przez wodę, a na zewnątrz był
tryton nie pozwalający uciec.
Obudziła
się w nocy. Rozglądnęła się po pokoju nie wiedząc gdzie jest. Spojrzała na
stolik nocny, na którym leżała jej komórka. Ekran świecił się piękną zielenią.
Mrużąc oczy przyglądała się telefonowi. Nagle na całym wyświetlaczu pojawiła
się głowa zielonego smoka. Dziewczyna przeraziła się i puściła komórkę. Na
szczęście upadła na łóżko, po chwili ponownie wzięła urządzenie do rąk.
Widziała tego samego smoka, jakby zza ekranu ryczał na nią. Przyglądała się
stworzeniu, które latało w obrębie wyświetlacza. Wyglądało to tak jakby było
uwięzione w telefonie i wściekało się na właścicielkę urządzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz